wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 7 :)! 
"ODWRÓCIŁAM SIĘ A ON STAŁ Z WREDNYM UŚMIESZKIEM"
-CO?! Ale jak to? Kiedy? Nic z tego nie rozumiem... - panikowałam
- Dwa dni temu. Zrobił to pan Neymar Da Silva Santos Júnior . Przykro mi - powiedział lekarz... 
- Nie możliwe! Nie wierzę! To nie prawda! NIE! 
- Jessica - usłyszałam za sobą głos Neymara. Odwróciłam się a on stał z wrednym uśmieszkiem! 
- Odejdź ode mnie! Zostaw mnie... Nagle znalazłam się na podłodze. Na krześle siedział Ney, powiedziałam, żeby się do mnie nie zbliżał, bo wezwę ochronę. 
- Jess, posłuchaj, przepraszam! Nie wiem co we mnie wstąpiło, nie chciałem tego zrobić. Wiesz chyba po prostu mi się spodobałaś! Na prawdę przepraszam... - powiedział z opuszczoną głową. 
- Każdą dziewczynę, która ci się podoba gwałcisz? - zapytałam z przerażeniem. 
- Chwila, co? O czym ty w ogóle mówisz Jessica?! Dostałaś jakieś za silne leki? Przepraszam za moją reakcję jak dowiedziałem się o ciąży... Co ci przyszło do głowy? 
- Chwila co? Sprawdziłam mój telefon naprawdę rozmawiałam z mamą... On tak dobrze kłamie? Już chciałam uciekać, kiedy wszedł lekarz. 
- Pani Johnson przepraszam panią z całego serca, ale pomyliliśmy wyniki. Z panią jest wszystko w porządku... Nigdy pani nie była w ciąży... Jutro dostanie pani wypis. Miłej nocy życzę. - powiedział i poszedł. 
- Chwila to był sen z tym gwałtem, nie wierzę. - odwróciłam się w stronę zmieszanego Neya. 
- Słuchaj Ney... Przepraszam! Myślałam, że to było naprawdę. Kurcze, głupio mi... Przepraszam! - powiedziałam niekomfortowo.
- Jak mogłaś pomyśleć, że mógłbym coś takiego zrobić?! Ty mi się podobasz! I nie mógłbym cię skrzywdzić! Ale dobra... Wybaczę ci. Ja też chciałem przeprosić. - powiedział z uśmiechem. 
- Czyli między nami okej? - zapytałam niepewnie. 
- Nie. Nienawidzę cię zniszczyłaś mi reputację. Spojrzałam na niego smutną miną. 
- Co ty?! Przecież żartuje księżniczko! Wszystko okej. - powiedział. Po czym mnie mocno przytulił. To było miłe baaardzo miłe. 
- To co przyjechać jutro po ciebie? - zapytał. 
- No pewnie. - odpowiedziałam. Ney jeszcze raz mnie przytulił a ja opadłam na łóżko i zrobiłam sobie wycieczkę do krainy snów. 


* NASTĘPNEGO RANKA *

Wstałam wcześnie wzięłam prysznic, odprężył mnie. Ubrałam się w te same ubrania, bo nie miałam żadnych innych... W sumie nic w tym szpitalu nie miałam... Od 3 dni już w nich chodziłam i zaczynało mnie to frustrować. Byłam już gotowa do opuszczenia szpitala. Zadzwonił mój telefon, dzwoniła moja mama, odebrałam. 
- Cześć mamo, co tam? - zapytałam z entuzjazmem. 
- Wszystko w porządku córciu? - zapytała zaniepokojona. 
- Tak. A dlaczego pytasz? - zdziwiłam się. 
- Bo w gazecie piszę, że jakaś dziewczyna, podobny opis do ciebie, uratowała dziecko jakiegoś piłkarza. Idola twojego brata. - powiedziała stanowczo. 
- CO?! - szczęka znowu mi opadła. 
- Naprawdę. Nie czytałaś gazety? - zdziwiła się... 
- Nie... Przecież wiesz, że ja nie czytam takich rzeczy. - próbowałam mówić jak najbardziej naturalnie. 
- Tak wiem, ale powiedz mi, że to nie ty! - krzyknęła. 
- Cooo? Mamo ja siedzę teraz wygodnie w domu i oglądam TV. A wiadomo coś o tej sprawie? Co za dziewczyna uratowała to dziecko? - zapytałam nerwowo. 
- Przecież mówię, że był tylko opis. Skarbie uważaj na siebie ja muszę kończyć, bo mam dużo pracy na głowie. Trzymaj się kocham cię. - powiedziała. 
- Ja też. Pa. - odpowiedziałam bez odbioru. Szlag... Co to na być?! Nie no mogłam się przecież tego spodziewać, skoro uratowałam dziecko jednego z najlepszych piłkarzy świata... Za oknem usłyszałam hałas. Otworzyłam je a to co ukazało się moim oczom wyprowadziło mnie z równowagi.

6 komentarzy: