wtorek, 31 marca 2015

Obudziłam się w szpitalu. Była przy mnie ta dziewczyna i dziecko.
- Cześć jestem Rafaella - powiedziała.
- Co się stało? - zapytałam.
- Lekarza ci wszystko opowie. Ja z małym będę czekać na korytarzu.
- Co? Poczekaj! Kim ty w ogóle jesteś? - zapytałam, ale Rafa już wyszła.
Rafa do kogoś zadzwoniła usłyszałam tylko "Neymar słuchaj, Davi miał wypadek." Podała adres szpitala i ten Neymar się rozłączył. Później znowu straciłam przytomność.
* Oczami Rafaelli *
Wyszłam z moim bratankiem Davim na spacer. Zobaczył psa i pobiegł za nim na ulicę. Prawie uderzyło go auto, ale ta wspaniała dziewczyna go uratowała. Zadzwoniłam po karetkę, przyjechała po 10 minutach. Zabrała ją  do szpitala a ja pojechałam taksówką za ambulansem. Przedstawiam się, ale musiałam wyjść. Zadzoniłam do mojego brata Neymara, ale on nie dał mi nic powiedzieć po tym jak powiedziałam, że Davi miał wypadek. Podałam mu adres szpitala a on się rozłączył.
* Oczami Neymara *
Byłem na treningu, kiedy zadzoniła do mnie moja siostra Rafaella. Powiedziała, że mój syn Davi miał wypadek. Wpadłem w panikę! Podała mi adres szpitala, wybiegłem z treningu bez słowa i pojechałem do szpitala.
Neymar pojawił się w szpitalu. Od razu pobiegł do siostry, kiedy zobaczył Daviego całego i zdrowego był w niebowzięty, ale również zdziwiony.
- Powiedziałaś, że miał wypadek. - powiedział.
- Bo miał. Prawie. - odpowiedziała i opowiedziała mu całą historię.
- O mój Boże. Dobrze, że mu nic nie jest. A co z tą dziewczyną? - zapytał.
- Obudziła się, ale znów jest nieprzytomna.
- To co teraz mam dać jej autograf? - zapytał.
Rafa uderzyła go w głowę. - Zgłupiałeś? Ona uratowała ci dziecko, a ty chcesz dać jej autograf?! - powiedziała że złością.
- Masz rację. Podziękuję jej. Dam jej autograf, i pomogę jej puki nie wyzdrowieje. - odpowiedział.
- Mam taką nadzieję. A skąd wiesz, że ona cię w ogóle lubi? - zapytała z uśmiechem.
- Pff, to dziewczyna. Każda dziewczyna mnie lubi. - odpowiedział wyszczerzając się.
- Jesteś idiotą Ney. - powiedziała po czym znów uderzyła do w głowę.
- Tatusiu kim jest ta dziewczyna? - zapytał Daviś.
- To twoja bohaterka. - schylił się do synka i odpowiedział.
- Ona uratowała mi życie? - zadał kolejne pytanie.
- Tak Davi. Nigdy więcej tego nie rób, dobrze? Bo dostanę zawału. - powiedział cicho.
- Obiecuję. Chce żeby ta dziewczyna była moją przyjaciółką tatusiu. Może?
- Tak synku. Na pewno cię polubi. - uśmiechnął się.
- Tatusiu pamiętam jak mówiłeś mi o aniołach stróżach, że nas chronią, żeby nic nam się nie stało. Ta dziewczynka jest moim aniołem stróżem? - zapytał słodziudko.
- Można tak powiedzieć synku. - powiedział ze łzami w oczach ze wzruszenia.
Lekarz wszedł do mojej sali. Już nie byłam nieprzytomna i pamiętałam  co się stało.
- Co z tym dzieckiem panie doktorze?  - zapytałam.
- Wszystko w porządku. Chcę pani je zobaczyć? - zapytał lekarz.
- Oczywiście. Jest tutaj? - zapytałam.
- Tak. Davi ktoś chcę cię widzieć. - zawołał go lekarz. Malec wszedł do sali z Rafaellą.
- Cześć jestem Jess. - przedstawiłam się z uśmiechem.
Zanim się obejrzałam malec się na mnie rzucił, trochę bolało, ale nie mogłam odebrać mu tej frajdy.
- Miło mi Jess. Chciałam ci podziękować z całego serca. Uratowałaś mojego bratanka. Oczywiście pokryje wszystkie opłaty związane z rehabilitacją. - powiedziała wesoło Rafa.
- Mi też miło. Nie ma za co to małe dziecko, nic wielkiego. Nie trzeba. - powiedziałam z uśmiechem.
- Trzeba. Nic wielkiego? Nie żartuj sobie. Ojciec Daviego chciał ci osobiście podziękować. - powiedziała z jeszcze większym uśmiechem.
- No dobrze. Zrobiłam to co każdy by zrobił na moim miejscu. Jego ojciec? Jest tutaj?
- Tak jest. I jest ci bardzo wdzięczny. Był tam tłum ludzi a tylko ty się odważyłaś, nie każdy by to zrobił.
- Oj tam. - powiedziałam z rumieńcem.
- Davi chodź idziemy. Twój tata chcę z nią pogadać. - siłą odciągneła chłopca o mojego brzucha. Wyszli i zostałam sama. Davi posłał mi jeszcze buziaczka, odwzajemniłam gest. Po chwili wszedł ON wszedł Neymar.
- Cześć jestem Neymar. - powiedział z uśmiechem.
- Cześć jestem Jessica. Czy my się kiedyś nie spotkaliśmy? - zapytałam zdziwiona.
- Nie wiesz kim jestem?  - zapytał jeszcze bardziej zdziwiony.
- Skądś cię znam, ale nie wiem skąd. - uśmiechnęłam się.
- Wow, to coś nowego. Naprawdę nie wiesz kim jestem? - zapytał.
- No nie wiem.
- Szok... - powiedział zdumiony.
- Kurde, powiesz mi wkońcu kim jesteś? - zapytałam z uśmieszkiem. - Jestem Neymar Da Silva Santos Júnior. Piłkarz FC Barcelony i Brazylii. - powiedział dumnie.
- O matko... Wiedziałam, że skądś cię znam... - powiedziałam bez uczuć
- Tylko nie piszcz, bo nie chcę, żeby zleciał się tu tłum dziewczyn. - powiedział cicho.
- Nie mam zamiaru. Co ty sobie wyobrażasz? Że każdy cię kocha i uwielbia? Mylisz się... - powiedziałam lekko zdenerwowana.
- Auć, milutka nie jesteś. - powiedział z miną podrywacza.
- Tylko dla ludzi, których po prostu lubię. - powiedziałam z zadziornym uśmiechem.
- Auć, robisz wrażenie... - dalej z miną podrywacza.
- Przestań to robić! - powiedziałam głośno.
- Ale co? - wyszczerzył te swoje zabójczo białe zęby.
- Patrzysz na mnie tymi zniewalająco pięknymi oczami, i myślisz, że mnie poderwiesz? Mylisz się... - zadziorny uśmiech powrócił na moją twarz.
- Przechytrzyłaś mnie, brawo heh... - powiedział z uśmiechem.
- Dobra teraz poważnie... Uratowałam twoje dziecko, jesteś wdzięczny, próbujesz być miły. Tu się kończy nasza historia... Wracaj do swojego idealnego życia księciu z bajki. - powiedziałam poważnie.
- Już chcesz się mnie pozbyć? - zrobił niby smutną minę.
- Tak. Teraz wynocha! Muszę odpoczywać niech Davi jutro przyjdzie. - powiedziałam i się uśmiechnęłam, on odwajemnił gest i wyszedł.
Postanowiłam sprawdzić komórkę. Miałam dwa nieodebrane połączenia od Eleny  i sms, który brzmiał : " Przepraszam Cię Jessica, ale mam bardzo ważne spotkanie biznesowe. Nie będzie mnie 4 dni. Jak wrócę od razu się tobą zajmuję. Obiecuję! Kocham Cię! Uważaj na siebie! PS. Lodówka jest pełna, jakby co. Pieniądze są w czwartej szafce w kuchni jakbyś czegoś potrzebowała. Proszę nie zdemoluj mi domu. Do zobaczenia - Elena ". Postanowiłam, że nie powiem jej nic o wypadku. Nie chcę jej martwić, a po za tym czuję się dobrze. Odłożyłam telefon, położyłam się i usnęłam.

ROZDZIAŁ 5.
Poczułam uderzenie samochodu i reszty nie pamiętam."
Rano zapanował totalny haos. Niby byłam gotowa, ale mój budzik nie potrafił wypełnić swojego zadania dobrze. Spałam sobie słodko i miło a tu mój brat zrobił coś w stylu "z buta wjeżdżam" na moich biednych drzwiach. Zaczął krzyczeć i mnie budzić nie spałam, ale nie otwierałam oczu, chciałam go zdenerwować, lubię się z nim droczyć. Ale to co zrobił później, przeszło wszelką granice. Podszedł do mnie jak niby nigdy nic i wylał na mnie wiadro zimnej wody. Wstałam pioronująco szybko. Zaczęłam go gonić po całym domu. Musiałam wymyślić zemstę. Słodką zemstę. Odpuściłam sobie  bawienie się w ganianego wokół stołu w kuchni. W końcu nie miałam czasu. Poszłam na górę, wzięłam prysznic, ubrałam się i uczesałam. Postanowiłam ubrać turkusowe rurki, białą podkoszulkę i turkusowe trampki. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół zjadłam śniadanie i wypiłam kawę. Umyłam ząbki i okazało się, że to ja muszę czekać, postanowiłam przez ten czas rozmyślać nad zemstą. Do samolotu jeszcze godzina a z mojego domu na lotnisko 15 minut drogi. Myślałam, myślałam i w końcu wymyśliłam. Napełniłam wannę zimną wodą i rzuciłam się na podłogę w łazience, zaczęłam krzyczeć " Dylan pomóż mi" a on w mgnieniu oka się pojawił. Udawałam, że płacze, pochylił się do mnie a ja złapałam go za t-shirt i wepchnęłam do wanny z zimą wodą.
- To moja zemsta bufonie. Lepiej nigdy więcej tego nie rób. - powiedziałam cwaniacko się uśmiechając.
- Przyznaję klasę siostra. Nie myślałaś nad aktorstwem? Bo na prawdę mnie nabrałaś. - powiedział z uśmiechem.
- Nie. - buchnełam śmiechem.
- Dobra pomóż mi wstać a nie się śmiejesz. - mówił z jeszcze większym uśmiechem. Złapałam jego rękę, a on wciągnął mnie do tej zimnej wody i wyleciał z wanny jak poparzony.
- Nie no teraz to ja cię naprawdę zabije! - krzyczałam. Rozmazał mi się makijaż , ubrania przemokły a włosy totalna porażka. Przebrałam się w spodenki, czarną podkoszulkę i białe trampki. Włosy wysłuszyłam i upiełam tym razem w kucyk. Pomalowałam się, tuszem do rzęs, zrobiłam kreski eyelinerem i nałożyłam róż na policzki. Standardowo. Zeszłam na dół i akurat już mieliśmy wychodzić. Wsiadłam do samochodu.
- Może spotkasz Neymara. - powiedział mój młodszy brat.
- Wątpię młody. - powiedziałam z uśmieszkiem.
- Jedziesz do Barcelony, on tam mieszka. To nie jest nie możliwe. Jak go spotkasz weźmiesz od niego autograf dla mnie? - powiedział z błyskiem w oku.
- Jak go spotkam to wezmę. Tyle, że ja nawet nie wiem jak on wygląda.  - powiedziałam z kamienną twarzą.
- Przecież dam ci moją koszulkę z jego twarzą, żeby mi się podpisał. - powiedział ucieszony.
- O boże! Ty masz koszulkę z jego podobizną? Psychika ci siada. - zmierzyłam go wzrokiem.
- Przestań nie mów tak! - powiedział nerwowo i podał mi koszulkę.
- Dobra, obiecuję, że jak go spotkam to wezmę ten autograf. - odpowiedziałam, bez odbioru. Zrobił tylko szeroki uśmiech i puścił mi oczko.
Dojechaliśmy. Czekaliśmy na mój samolot. Kiedy szliśmy podłożyłam Dylanowi haka on runął na ziemię i uderzył się prosto w nos. Widok niezbyt przyjemny polała się krew.
- Przynajmniej już wiesz, że ze mną się nie zadziera. - powiedziałam ze zmieszaniem
-  Jak wrócisz z tej Barcelony to się odpłace. - powiedział wkurzony.
- Dobra. - uśmiechnęłam się.
Widziałam,  że już rozmyśla jak tu się zemścić. Powinnam się bać.
- Kochanie dasz sobie radę? - zapytała mama.
- Oczywiście. Przecież nie będę tam sama. Będzie Elena. - uśmiechnęłam się. - Wiem, ale Elena pracuje a ty będziesz wtedy sama. Boję się, że zakochasz się w jakimś Hiszpanie i nie będziesz chciała wracać. - zrobiła smutną minę.
- Nie bój się. Nie zakocham się w żadnym Hiszpanie. Obiecuję. - znów się uśmiechnęłam.
- Mam nadzieję! Będę bardzo tęsknić. Nie będę na twoich 18 urodzinach. - łzy spłynęły po jej policzkach.
- Mamo nie płacz. Przecież będę dzwonić. -uśmiechnęłam się.
- Dobrze. - odpowiedziała. Przytuliła mnie. Usłyszałam, że mój samolot zaraz odlatuje.
- Muszę już iść. Kocham was. - zrobiliśmy grupowy uścisk. Po czym wsiadłam do samolotu. Podróż prawie całą przespałam. Kiedy wysiadłam z samolotu, dosłownie uderzyło we mnie gorące powietrze. Stałam chwilę na lotnisku i zobaczyłam moją siostrę. Dosłownie wskoczyłam na nią i zaczęłam się przytulać.
- Cześć mała. Jak ty wyrosłaś. Tęskinłam nawet nie wiesz jak bardzo. - mówiła z szerokim uśmiechem.
- Ja też baaardzo! - odpowiedziałam.
- Dobra to co jedziemy do domu? - zapytała z uśmiechem.
- Tak. - cieszyłam się jak głupia.
Jadąc autem rozmawiałyśmy o pierdołach. W międzyczasie  podziwiałam piękną Barcelonę. Nie mogłam się nachwycić. Kiedy dojechaliśmy do jej domu, szczęka opadła mi do samej ziemi. Jej dom był ogromny. Nie dość, że był wielki i piękny to miał jeszcze basen.
- Gdzie ty pracujesz kobieto? - zapytałam z zachwytem.
- Mam dużo luksusowych restauracji. - odpowiedziała z radością.
- Wow, po prostu wow. - odpowiedziałam. Kiedy weszłam do środka szczęka opadła mi jeszcze niżej. Ten dom był ogromny. A mój pokój? Jak ze snu.
- Podoba ci się? - zapytała Elena.
- Żartujesz sobie? No pewnie.
- Słuchaj głupio mi, ale muszę jechać do restauracji. Może pójdziesz pozwiedzać miasto? Dam ci pieniądze i kupisz sobie coś ładnego. A jutro się tobą zajmę, ok? - powiedziała z małym smutkiem.
- Nic nie szkodzi. I tak chciałam pozwiedzać miasto. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- To ja lecę .Pa- pocałowała mnie w policzek i wyszła.
Wzięłam pieniądze mapę i poszłam zwiedzać miasto. Stałam na pasach, szła jakaś dziewczyna z małym dzieckiem. Dziecko zobaczyło pieska i zaczęło za nim biec, wybiegło na pasy a jechał samochód. Wbiegłam na pasy odepchnęłam dziecko, wylądowało na trawie. Poczułam uderzenie samochodu i reszty nie pamiętam. 

poniedziałek, 30 marca 2015

"Kurde, a już rozmyślałem jak namówić rodziców, żeby przerobić twój pokój na siłownię."
Weszłam na górę do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam się śmiać. Dlaczego się śmiejesz idiotko? - pomyślałam. Zaczęłam się pakować. Nie wiedziałam co dokładnie mam spakować... W Barcelonie jest gorąco, więc wezmę dużo spodenek, koszulek itp... Zaraz przecież ja mam tak mało spodenek, muszę jechać na zakupy... Zadzwonię do Lar - znowu pomyślałam, po czym złapałam telefon i wybrałam numer do przyjaciółki. Odebrała po 4 sygnałach.
- Cześć, już się stęskniłaś? - zapytała śmiejąc się.
- Tak! Żartuje, pojedziesz ze mną na zakupy? Muszę kupić kilka spodenek. Nie uwierzysz jadę do mojej siostry! - krzyknęłam.
- No coś ty?! - krzyczała.
- Serio! To jak z tymi zakupami? - spytałam po raz kolejny.
- Nie mogę. Przepraszam! Jutro wyjeżdżam a muszę się pakować i pożegnać. Przykro mi. - powiedziała zasmucona.
- Okej, rozumiem. Pojadę z mamą. - powiedziałam uśmiechając się.
- To dobrze, że się nie gniewasz. Muszę kończyć. Udanych wakacji! Kocham cię. - krzyknęła.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam i się rozłączyłam. Zeszłam na dół. Niechętnie zapytałam mamę czy pojedzie ze mną po jakieś spodenki. Oczywiście się zgodziła.
- To za pól godziny bądź gotowa. - powiedziała z uśmiechem.
- Ok. - odpowiedziałam wchodząc znów na górę.
Wzięłam prysznic, uczesałam włosy i wkońcu się przebrałam! Nienawidzę galowych ciuszków! Po prostu nienawidzę! Ubrałam luźne dresy i czarną bokserkę. Zeszłam na dół a mama już na mnie czekała. Pojechaliśmy na zakupy byłyśmy tam około 2 godziny. Wróciłyśmy zadowolone z wyjścia.
- Nie sądziłam, że kupisz aż 10 par spodenek. - roześmiała się Carolina.
- Ja też nie. - również się roześmiałam. Poszłam do pokoju i skończyłam pakowanie. Byłam gotowa na wyjazd. Wzięłam kąpiel. Dłuuugą kąpiel. Położyłam się a do mojego pokoju wszedł mój starszy brat, bez pukania. Nic nowego.
- Słyszałem, że wyjeżdżasz do Eleny. - powiedział wesoło.
- Tak, ale nie martw się tylko na wakacje. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - powiedziałam z zadziorą na twarzy po czym wystawiam mu język.
- Kurde, a już rozmyślałem jak namówić rodziców, żeby przerobić twój pokój na siłownię.  - powtórzył moje gesty.
- Haha. To ci się nie uda. - buchnęłam śmiechem.
- Żartowałem. Szczerze mówiąc to będę za tobą tęsknił, a raczej za dogryzaniem ci. - roześmiał się.
- Ja też. - uśmiechnęłam się.
- Dobra lecę młoda spać jutro mam meczyk a ty wyjeżdżasz. Przyjadę na lotnisko się pożegnać. - odpowiedział trochę zasmucony.
- Dobra. Obyście wygrali. - uśmiechnęłam się po czym Dylan opuścił pomieszczenie. Ułożyłam się wygodnie i usnęłam.


niedziela, 29 marca 2015

"OD RAZU MOGŁAŚ MNIE SPAKOWAĆ, WRZUCIĆ DO BAGAŻNIKA I ZAWIEŚĆ NA LOTNISKO."
Jak ja się cieszę, że w końcu wychodzę z tej budy - powiedziałam z zadziornym uśmiechem.
- Co mówisz kochanie? - zapytała miło mama.
- Nic. Od kiedy jesteś taka miła? - odpowiedziałam ze zdziwieniem.
- Rano byłam zdenerwowana, rozumiesz. Ale kocham cię, jesteś moją córką. Martwię się. - powiedziała z uśmiechem.
- Nie masz o co. - odwzajemniłam uśmiech.
- Już teraz nie... - powiedziała że zmieszaniem.
- Było, minęło. Wszystko okej mamo. - powiedziałam z fałszywym uśmiechem.
- Mam nadzieję. - pocałowała mnie w czoło i odjechała.
Weszłam do szkoły i zobaczyłam moją najlepszą przyjaciółkę Larise.
- Cześć Jess! - krzyknęła mi do ucha.
- Cześć Lar. - odpowiedziałam
- Dzisiaj koniec roku, ogarniasz?  Wakacje, zabawa, imprezy! Chcę już wyjść z tej szkoły! Masz w ogóle jakieś plany na ten piękny czas?
- Wiesz... W sumie to chyba nie. A ty?
- Jadę do kuzynki do Grecji! Nie mogę się doczekać! Grecy są ponoć jak bogowie!
Zmierzyłam ją wzrokiem. Cała Lar nic tylko myśli o chłopakach.
- Nie jedziesz do swojej siostry?
- Co ty! Rodzice by się nie zgodzili! A po za tym, jak ja bym wyglądała na tle tych pięknych opalonych hiszpanek?
- Nie przesadzaj! Jesteś śliczna! Zawsze możesz iść na solarium! A jakbyś wyjechała to na pewno byś się opaliła!
- Nie sądzę - odpowiedziałam ze zmieszaniem.
- Nie znasz się. Patrz idzie  Klara. - pokazała palcem na dziewczynę.
- I co? - odpowiedziałam obojętnie. Klara boże jak ja jej nienawidzę! Wredna suk... - pomyślałam.
- To ta co przespała się z mężem babki od matmy. - powiedziała że śmiechem. - No co ty? - roześmiałam się.  - To ty nic nie wiesz? Babka od matmy jej nienawidzi! Rozpieprzyła jej małżeństwo. Nie dziwie się jej. - trochę spoważniała.
- Ja też nie. - odpowiedziałam ze smutkiem. Larisa musiała to zobaczyć, bo od razu spoważniała całkowicie.
- Kurcze, przepraszam! Całkowicie zapomniałam! - powiedziała ze smutkiem.
- Nie szkodzi. - uśmiechnęłam się lekko.

* 4 godziny później *


Rok szkolny dobiegł końca czekałam na mamę, miała dla mnie jakaś "niesamowitą wiadomość". Trochę się bałam, bo tyle entuzjazmu widziałam u niej chyba ostatni raz, gdy mój młodszy brat strzelił bramkę w finale piłkarskich  zawodów szkolnych. Pożegnała się z Lar prawie płakałyśmy, ale byliśmy silne. Obiecaliśmy codziennie dzwonić i pisać. Wkońcu po pół godziny podjechała mama z wielkim uśmiechem na ustach.
- Wsiadaj skarbie - powiedziała z ciągłym uśmiechem.
- Co to za wiadomość? - zapytałam po czym wsiadłam do samochodu.
- Powiem ci w domu. - znów się uśmiechnęła.
- Mamo dzisiaj o 20.00 gra FC Barcelona, zajmuje telewizor. - krzyknął Dawid, którego nawet nie zauważyłam.
- Dobrze skarbie. - odpowiedziała.
- Boże znowu zaczynasz? Masz jakąś obsesję na punkcie tego klubu. - powiedziałam ze zdenerwowaniem.
- Tam gra mój największy idol. Kocham ten klub. Ty tego nie zrozumiesz... - powiedział śmiertelnie poważnie.
- O nie! Znowu zaczniesz gadać o tym jak mu tam Ney...
- Neymarze. - poprawił mnie.
- Wielkie rzeczy... Nie interesuje mnie on zbytnio. - powiedziałam z gangsterskim uśmiechem. - A mnie tak. To mój idol. I nie rozumiem jak możesz nawet nie znać jego imienia... - powiedział lekko zdenerwowany.
- No widzisz, tak już jest. - powiedziałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi.
- Dojechaliśmy - powiedziała mama.
Weszliśmy do domu.
- Powiesz mi w końcu tą dobrą wiadomość? - powiedziałam z nadzieją, że . końcu uzyskam odpowiedź.
- Pamiętasz jak mówiłaś jak bardzo tęsknisz za Eleną? - zaczęła powoli.
- Tak i? zapytałam.
- Jedziesz do niej na wakacje, córeczko! - wykrzyknęła w końcu z takim uśmiechem, że myślałam, że zaraz twarz jej się rozszerzy.
- Co?! Ale kiedy? - zapytałam z nerwami.
- Jutro. Idź się pakować. - powiedziała już poważna.
- Nie. - odpowiedziałam stanowczo.
- Nie cieszysz się? - zapytała rodzicielka.
- Cieszę. Tylko, że nic ze mną nie uzgodniłaś. Postawiłaś mnie przed faktem dokonanym. Od razu mogłaś mnie spakować, wrzucić do bagażnika i zawieść na lotnisko. - powiedziałam wściekła.
- Jeśli nie chcesz zadzwonię do Eleny, że nie polecisz do Barcelony. - powiedziała już lekko zdenerwowana.
- Dobra. Nie chcę jej zawieść. Pojadę. Idę się pakować. - powiedziałam zmarnowana.