piątek, 1 maja 2015

ROZDZIAŁ 10 :)
" PLAŻA JEST W DRUGĄ STRONĘ"
Nasz, a raczej samochód Neymara tonął w bagnie. 
- Jak to możliwe?! Przecież to bagno jest dobre 10 metrów od nas. - powiedział zdezorientowany. 
- Chyba jednak było bliżej niż nam się wydawało. - powiedziałam smutno. 
- Nie ma się co smucić. Trzeba stąd jak najszybciej wyjść, bo chcę jeszcze pożyć. - powiedział lekko się śmiejąc. 
- Neymar to nie jest śmieszne. Jak niby chcesz stąd zejść?! Jesteśmy na dachu twojego samochodu, a tu nie ma nic poza tym bagnem. - powiedziałam zdenerwowana.
- Nie denerwuj się księżniczko. Tam jest patyk, wystarczy, że przejdziemy do niego przez okno i zejdziemy na ląd. - uśmiechnął się. 
- Dobra. Ty pierwszy. - uśmiechnęłam się lekko.
Jak powiedział tak zrobił, przeszedł przez okno i stał już na grubym patyku za to ja wciąż na oknie. Podał mi swą wielką dłoń i pociągnął na patyk. Już prawie byliśmy na lądzie, kiedy patyk się złamał i wpadliśmy do bagna. Bagno było mega brudne i zimne. Myślałam, że zabije tego kretyna. Kiedy wyszliśmy na ląd zobaczyliśmy tylko jak bagno całkowicie pochłania samochód. Za to my staliśmy na ziemi mokrzy i brudni a na dodatek nie mieliśmy czym wracać do domu. 
- I co teraz? - zapytałam wkurzona i zarazem smutna. 
- No idziemy na piechotę. - powiedział śmiejąc się. 
- Z czego ty się śmiejesz?! Jesteśmy brudni i mokrzy! A na dodatek twoja bryka przed chwilą zatonęła! Więc powiedz mi do jasnej cholery co cię tak śmieszy?! - zapytałam zaciskając zęby. Bo przysięgam, że jeszcze raz by się zaśmiał a wyrzuciłabym go do tego bagna. 
- No tak, cóż poradzę, stało się. Bywa. Mam lepsze samochody to był jeden z najgorszych. Zrobimy sobie spacerek. Wielkie rzeczy. - uśmiechnął się. 
- No wiadomo panie milionerze. Co cię obchodzi jakiś samochód, za który miałbyś nakarmić miasto Afryki, ale co tam, przecież ty masz tyle kasy i samochodów, że co cię to obchodzi. - powiedziałam z ironią i złością. 
- Masz rację. Przepraszam. Po prostu nie chcę zadręczać głowy zmartwieniami. Przepraszam. Nie odezwałam się po prostu poszłam w prawo. Nawet nie wiem gdzie szłam. Chciałam dostać się na plażę, bo stamtąd już wiem jak dojść do domu. Niestety moja mapa zatonęła wraz z samochodem. 
- Jessica! - usłyszałam za sobą głos piłkarza. 
- CO?! - wydarłam się wkurzona. 
- Plaża jest w drugą stronę. - śmiał się ze mnie. No niestety on tu mieszka i o Barcelonie coś jednak wie. Więc postanowiłam przejść koło niego obojętnie i iść dalej na plażę.