ROZDZIAŁ 9 :)
" CHYBA UMIEM CZYTAĆ MAPRĘ"
Kiedy się odwróciłam zobaczyłam dwa wielkie czarne samochody jadące za nami.
- Neymar patrz za nami. - powiedziałam z przerażeniem.
- Szlag... To paparazzi... Jak oni nas znaleźli?! - krzyknął zdenerwowany.
- Nie mam pojęcia Ney... Trzeba ich jakoś zgubić.
Neymar przyspieszył, przyspieszał coraz bardziej. Zaczynałam się bać.
- Neymar zwolnij! - zaczęłam krzyczeć. To nic nie dało. Jechał wciąż za szybko.
- Neymar do cholery zwolnij. - krzyczałam głośniej. To również nic nie dało. Spojrzałam w jego oczy. Nie wiem jak to się stało, ale z moich oczu popłynęła słona ciecz. Złapałam go za rękę.
- Ney proszę cię zwolnij! Dopiero co wyszłam ze szpitala, nie chcę tam wracać. - mówiłam a łzy po prostu mi leciały, ni z tąd ni z owąd. Brazylijczyk spojrzał na mnie i dopiero w tym momencie uświadomił sobie co do niego mówiłam. Natychmiast zwolnił.
- Słuchaj Jessica przepraszam! Strasznie przepraszam. Ja, ja nie wiem co się stało... Po prostu przepraszam. - powiedział zasmucony.
Nie odezwałam się i wzięłam do ręki mapę.
- Zaraz będzie skręt w prawo. Jakaś leśna dróżka. Zgubimy ich, a jak przyjadą wrócimy do domów. - powiedziałam smutnym głosem.
- Dobra. - odpowiedział niechętnie.
- To ta dróżka. Skręć! - krzyknęłam.
- Jesteś pewna? - zapytał wahając się.
- Chyba umiem czytać mapę? - odpowiedziałam stanowczo.
- Okej. - powiedział z grymasem. Skręciliśmy w tę dróżkę, nie było tam nic oprócz drzew i bagna, które zaczynało się jakieś 10 metrów od nas. Stanęliśmy. Siedząc w samochodzie zaczęliśmy rozmawiać.
- Jessica ja... Na prawdę przepraszam. Nie wiem co mnie opętało. Wybaczysz mi? - zapytał błagalnym tonem.
- Neymar musisz mi obiecać, że nigdy więcej tego nie zrobisz. Mam straszne przeżycie z samochodem, i nie chcę przeżywać tego po raz drugi. - odpowiedziałam smutno.
- Obiecuję. Nigdy więcej. Możesz mi o tym opowiedzieć? - zapytał.
- Przepraszam Neymar, ale nie uważam, że jesteśmy na tyle blisko, żeby mówić o takich rzeczach. - powiedziałam stanowczo.
- Dobrze rozumiem. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć i pogadać. - uśmiechnął się. - Dziękuję. - przytuliłam go. A on odwzajemnił gest. Staliśmy przez chwilę przytulni. Gdy nagle poczuliśmy, że coś jest nie tak. Przez okno wyszliśmy na dach samochodu i to co zobaczyliśmy nas oszołomiło.
- O cholera! - krzyknął Ney.
niedziela, 26 kwietnia 2015
niedziela, 19 kwietnia 2015
ROZDZIAŁ 8 :)
"Czy on powiedział, że mu się spodobałam?"
Za oknem stało pełno paparazzi. Myślałam, że oszaleje! Przecież jak moja mama zobaczyłaby moje zdjęcie pod tym artykułem... Nie chcę nawet myśleć. Robili zdjęcia wszystkim, którzy wchodzili i wychodzili ze szpitala. Super teraz pewnie Neymar po mnie nie przyjedzie - pomyślałam. Co ja teraz zrobię?!
- Cześć księżniczko! - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się i nie mógł to być nikt inny jak Brazylijczyk.
- Cześć królewiczu! - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Jak tam? - zapytał.
- Dobrze. Widziałeś co się dzieje za oknem? - zapytałam nie zastanawiając się.
- Nie. Co? - odpowiedział zdziwiony.
- Nie?! Jak to nie?! To jak się tu dostałeś?! - zapytałam zdziwiona.
Neymar podszedł do okna i aż podskoczył.
- Co to ma być do cholery?! - zapytał zdenerwowany.
- Rozmawiałam dzisiaj z moją mamą, powiedziała, że tytuł dzisiejszej gazety to " Dziewczyna ratuje dziecko piłkarza"... Zapytała czy to ja, a ja odpowiedziałam, że nie. - spojrzałam na niego. Później chciałam się przewietrzyć to otworzyłam okno i moim oczom ukazał się ten widok.
- Rozumiem czemu skłamałaś... Co teraz zrobimy? Wjechałem tylnym wejściem. Nie zauważyli mnie. - odpowiedział.
- Okej to wyjdziemy też tak samo. Tylko lekarz przyniesie mi wypis. - odpowiedziałam stanowczo.
- Dobrze. - powiedział z grymasem.
Jak na zawołanie lekarz zjawił się w sali i daj mi papierek z wypisem.
- Życzę zdrowia pani Jessico. - powiedział z uśmiechem lekarz.
- Dziękuję. - odwzajemniłam gest.
Szybko wyszliśmy tylnymi drzwiami. Stanęłam przy jego samochodzie i kolejny raz opadła mi szczęka.
- To twój wóz? - zapytałam zdumiona.
- Dziwisz się? Jestem piłkarzem, mam dużo kasy. - uśmiechnął się.
- Taa, zapomniałam. - wywróciłam oczami.
- Wsiadasz? Czy mam jechać bez ciebie? - zapytał szczerząc się.
Wsiadłam do samochodu. Po drodzę zaczęłam myśleć o tym co powiedział mi tej nocy kiedy miałam ten okropny sen. A mianowicie " Bo chyba mi się spodobałaś". Czy on powiedział, że mu się spodobałam? Nie... To nie możliwe. A może po prostu go zapytam?
- Hej, Ney wiesz co mi się śniło ostatnio, że powiedziałeś, że ci się podobam... Głupie nie? - palnełam i miałam ochotę uderzyć się w czoło.
- To nie był sen. - mówił śmiejąc się. Pewnie zobaczył moją minę po tym jak to powiedziałam.
- Nie?! Jak to?! Czy,czy ja ci się podobam? - powiedziałam głośno przełykając ślinę.
- No tak. Jako przyjaciółka. Rozumiesz? - odpowiedział z uśmiechem.
- Taa, właśnie tak myślałam. - skłamałam. On tylko się uśmiechnął. Na szczęście a może nieszczęście naszą ciszę przerwało to co zobaczyłam po odwróceniu się.
- No nie! - krzyknęłam.
"Czy on powiedział, że mu się spodobałam?"
Za oknem stało pełno paparazzi. Myślałam, że oszaleje! Przecież jak moja mama zobaczyłaby moje zdjęcie pod tym artykułem... Nie chcę nawet myśleć. Robili zdjęcia wszystkim, którzy wchodzili i wychodzili ze szpitala. Super teraz pewnie Neymar po mnie nie przyjedzie - pomyślałam. Co ja teraz zrobię?!
- Cześć księżniczko! - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się i nie mógł to być nikt inny jak Brazylijczyk.
- Cześć królewiczu! - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Jak tam? - zapytał.
- Dobrze. Widziałeś co się dzieje za oknem? - zapytałam nie zastanawiając się.
- Nie. Co? - odpowiedział zdziwiony.
- Nie?! Jak to nie?! To jak się tu dostałeś?! - zapytałam zdziwiona.
Neymar podszedł do okna i aż podskoczył.
- Co to ma być do cholery?! - zapytał zdenerwowany.
- Rozmawiałam dzisiaj z moją mamą, powiedziała, że tytuł dzisiejszej gazety to " Dziewczyna ratuje dziecko piłkarza"... Zapytała czy to ja, a ja odpowiedziałam, że nie. - spojrzałam na niego. Później chciałam się przewietrzyć to otworzyłam okno i moim oczom ukazał się ten widok.
- Rozumiem czemu skłamałaś... Co teraz zrobimy? Wjechałem tylnym wejściem. Nie zauważyli mnie. - odpowiedział.
- Okej to wyjdziemy też tak samo. Tylko lekarz przyniesie mi wypis. - odpowiedziałam stanowczo.
- Dobrze. - powiedział z grymasem.
Jak na zawołanie lekarz zjawił się w sali i daj mi papierek z wypisem.
- Życzę zdrowia pani Jessico. - powiedział z uśmiechem lekarz.
- Dziękuję. - odwzajemniłam gest.
Szybko wyszliśmy tylnymi drzwiami. Stanęłam przy jego samochodzie i kolejny raz opadła mi szczęka.
- To twój wóz? - zapytałam zdumiona.
- Dziwisz się? Jestem piłkarzem, mam dużo kasy. - uśmiechnął się.
- Taa, zapomniałam. - wywróciłam oczami.
- Wsiadasz? Czy mam jechać bez ciebie? - zapytał szczerząc się.
Wsiadłam do samochodu. Po drodzę zaczęłam myśleć o tym co powiedział mi tej nocy kiedy miałam ten okropny sen. A mianowicie " Bo chyba mi się spodobałaś". Czy on powiedział, że mu się spodobałam? Nie... To nie możliwe. A może po prostu go zapytam?
- Hej, Ney wiesz co mi się śniło ostatnio, że powiedziałeś, że ci się podobam... Głupie nie? - palnełam i miałam ochotę uderzyć się w czoło.
- To nie był sen. - mówił śmiejąc się. Pewnie zobaczył moją minę po tym jak to powiedziałam.
- Nie?! Jak to?! Czy,czy ja ci się podobam? - powiedziałam głośno przełykając ślinę.
- No tak. Jako przyjaciółka. Rozumiesz? - odpowiedział z uśmiechem.
- Taa, właśnie tak myślałam. - skłamałam. On tylko się uśmiechnął. Na szczęście a może nieszczęście naszą ciszę przerwało to co zobaczyłam po odwróceniu się.
- No nie! - krzyknęłam.
wtorek, 14 kwietnia 2015
Rozdział 7 :)!
"ODWRÓCIŁAM SIĘ A ON STAŁ Z WREDNYM UŚMIESZKIEM"
-CO?! Ale jak to? Kiedy? Nic z tego nie rozumiem... - panikowałam
- Dwa dni temu. Zrobił to pan Neymar Da Silva Santos Júnior . Przykro mi - powiedział lekarz...
- Nie możliwe! Nie wierzę! To nie prawda! NIE!
- Jessica - usłyszałam za sobą głos Neymara. Odwróciłam się a on stał z wrednym uśmieszkiem!
- Odejdź ode mnie! Zostaw mnie... Nagle znalazłam się na podłodze. Na krześle siedział Ney, powiedziałam, żeby się do mnie nie zbliżał, bo wezwę ochronę.
- Jess, posłuchaj, przepraszam! Nie wiem co we mnie wstąpiło, nie chciałem tego zrobić. Wiesz chyba po prostu mi się spodobałaś! Na prawdę przepraszam... - powiedział z opuszczoną głową.
- Każdą dziewczynę, która ci się podoba gwałcisz? - zapytałam z przerażeniem.
- Chwila, co? O czym ty w ogóle mówisz Jessica?! Dostałaś jakieś za silne leki? Przepraszam za moją reakcję jak dowiedziałem się o ciąży... Co ci przyszło do głowy?
- Chwila co? Sprawdziłam mój telefon naprawdę rozmawiałam z mamą... On tak dobrze kłamie? Już chciałam uciekać, kiedy wszedł lekarz.
- Pani Johnson przepraszam panią z całego serca, ale pomyliliśmy wyniki. Z panią jest wszystko w porządku... Nigdy pani nie była w ciąży... Jutro dostanie pani wypis. Miłej nocy życzę. - powiedział i poszedł.
- Chwila to był sen z tym gwałtem, nie wierzę. - odwróciłam się w stronę zmieszanego Neya.
- Słuchaj Ney... Przepraszam! Myślałam, że to było naprawdę. Kurcze, głupio mi... Przepraszam! - powiedziałam niekomfortowo.
- Jak mogłaś pomyśleć, że mógłbym coś takiego zrobić?! Ty mi się podobasz! I nie mógłbym cię skrzywdzić! Ale dobra... Wybaczę ci. Ja też chciałem przeprosić. - powiedział z uśmiechem.
- Czyli między nami okej? - zapytałam niepewnie.
- Nie. Nienawidzę cię zniszczyłaś mi reputację. Spojrzałam na niego smutną miną.
- Co ty?! Przecież żartuje księżniczko! Wszystko okej. - powiedział. Po czym mnie mocno przytulił. To było miłe baaardzo miłe.
- To co przyjechać jutro po ciebie? - zapytał.
- No pewnie. - odpowiedziałam. Ney jeszcze raz mnie przytulił a ja opadłam na łóżko i zrobiłam sobie wycieczkę do krainy snów.
* NASTĘPNEGO RANKA *
Wstałam wcześnie wzięłam prysznic, odprężył mnie. Ubrałam się w te same ubrania, bo nie miałam żadnych innych... W sumie nic w tym szpitalu nie miałam... Od 3 dni już w nich chodziłam i zaczynało mnie to frustrować. Byłam już gotowa do opuszczenia szpitala. Zadzwonił mój telefon, dzwoniła moja mama, odebrałam.
- Cześć mamo, co tam? - zapytałam z entuzjazmem.
- Wszystko w porządku córciu? - zapytała zaniepokojona.
- Tak. A dlaczego pytasz? - zdziwiłam się.
- Bo w gazecie piszę, że jakaś dziewczyna, podobny opis do ciebie, uratowała dziecko jakiegoś piłkarza. Idola twojego brata. - powiedziała stanowczo.
- CO?! - szczęka znowu mi opadła.
- Naprawdę. Nie czytałaś gazety? - zdziwiła się...
- Nie... Przecież wiesz, że ja nie czytam takich rzeczy. - próbowałam mówić jak najbardziej naturalnie.
- Tak wiem, ale powiedz mi, że to nie ty! - krzyknęła.
- Cooo? Mamo ja siedzę teraz wygodnie w domu i oglądam TV. A wiadomo coś o tej sprawie? Co za dziewczyna uratowała to dziecko? - zapytałam nerwowo.
- Przecież mówię, że był tylko opis. Skarbie uważaj na siebie ja muszę kończyć, bo mam dużo pracy na głowie. Trzymaj się kocham cię. - powiedziała.
- Ja też. Pa. - odpowiedziałam bez odbioru. Szlag... Co to na być?! Nie no mogłam się przecież tego spodziewać, skoro uratowałam dziecko jednego z najlepszych piłkarzy świata... Za oknem usłyszałam hałas. Otworzyłam je a to co ukazało się moim oczom wyprowadziło mnie z równowagi.
"ODWRÓCIŁAM SIĘ A ON STAŁ Z WREDNYM UŚMIESZKIEM"
-CO?! Ale jak to? Kiedy? Nic z tego nie rozumiem... - panikowałam
- Dwa dni temu. Zrobił to pan Neymar Da Silva Santos Júnior . Przykro mi - powiedział lekarz...
- Nie możliwe! Nie wierzę! To nie prawda! NIE!
- Jessica - usłyszałam za sobą głos Neymara. Odwróciłam się a on stał z wrednym uśmieszkiem!
- Odejdź ode mnie! Zostaw mnie... Nagle znalazłam się na podłodze. Na krześle siedział Ney, powiedziałam, żeby się do mnie nie zbliżał, bo wezwę ochronę.
- Jess, posłuchaj, przepraszam! Nie wiem co we mnie wstąpiło, nie chciałem tego zrobić. Wiesz chyba po prostu mi się spodobałaś! Na prawdę przepraszam... - powiedział z opuszczoną głową.
- Każdą dziewczynę, która ci się podoba gwałcisz? - zapytałam z przerażeniem.
- Chwila, co? O czym ty w ogóle mówisz Jessica?! Dostałaś jakieś za silne leki? Przepraszam za moją reakcję jak dowiedziałem się o ciąży... Co ci przyszło do głowy?
- Chwila co? Sprawdziłam mój telefon naprawdę rozmawiałam z mamą... On tak dobrze kłamie? Już chciałam uciekać, kiedy wszedł lekarz.
- Pani Johnson przepraszam panią z całego serca, ale pomyliliśmy wyniki. Z panią jest wszystko w porządku... Nigdy pani nie była w ciąży... Jutro dostanie pani wypis. Miłej nocy życzę. - powiedział i poszedł.
- Chwila to był sen z tym gwałtem, nie wierzę. - odwróciłam się w stronę zmieszanego Neya.
- Słuchaj Ney... Przepraszam! Myślałam, że to było naprawdę. Kurcze, głupio mi... Przepraszam! - powiedziałam niekomfortowo.
- Jak mogłaś pomyśleć, że mógłbym coś takiego zrobić?! Ty mi się podobasz! I nie mógłbym cię skrzywdzić! Ale dobra... Wybaczę ci. Ja też chciałem przeprosić. - powiedział z uśmiechem.
- Czyli między nami okej? - zapytałam niepewnie.
- Nie. Nienawidzę cię zniszczyłaś mi reputację. Spojrzałam na niego smutną miną.
- Co ty?! Przecież żartuje księżniczko! Wszystko okej. - powiedział. Po czym mnie mocno przytulił. To było miłe baaardzo miłe.
- To co przyjechać jutro po ciebie? - zapytał.
- No pewnie. - odpowiedziałam.
* NASTĘPNEGO RANKA *
Wstałam wcześnie wzięłam prysznic, odprężył mnie. Ubrałam się w te same ubrania, bo nie miałam żadnych innych... W sumie nic w tym szpitalu nie miałam... Od 3 dni już w nich chodziłam i zaczynało mnie to frustrować. Byłam już gotowa do opuszczenia szpitala. Zadzwonił mój telefon, dzwoniła moja mama, odebrałam.
- Cześć mamo, co tam? - zapytałam z entuzjazmem.
- Wszystko w porządku córciu? - zapytała zaniepokojona.
- Tak. A dlaczego pytasz? - zdziwiłam się.
- Bo w gazecie piszę, że jakaś dziewczyna, podobny opis do ciebie, uratowała dziecko jakiegoś piłkarza. Idola twojego brata. - powiedziała stanowczo.
- CO?! - szczęka znowu mi opadła.
- Naprawdę. Nie czytałaś gazety? - zdziwiła się...
- Nie... Przecież wiesz, że ja nie czytam takich rzeczy. - próbowałam mówić jak najbardziej naturalnie.
- Tak wiem, ale powiedz mi, że to nie ty! - krzyknęła.
- Cooo? Mamo ja siedzę teraz wygodnie w domu i oglądam TV. A wiadomo coś o tej sprawie? Co za dziewczyna uratowała to dziecko? - zapytałam nerwowo.
- Przecież mówię, że był tylko opis. Skarbie uważaj na siebie ja muszę kończyć, bo mam dużo pracy na głowie. Trzymaj się kocham cię. - powiedziała.
- Ja też. Pa. - odpowiedziałam bez odbioru. Szlag... Co to na być?! Nie no mogłam się przecież tego spodziewać, skoro uratowałam dziecko jednego z najlepszych piłkarzy świata... Za oknem usłyszałam hałas. Otworzyłam je a to co ukazało się moim oczom wyprowadziło mnie z równowagi.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Rozdział 6 :)
"NIE, MŁODY. MÓWIŁAM, ŻE TO NIEMOŻLIWE."
- Aaale jakie dziecko? Ja nie byłam w żadnej ciąży! - powiedziałam zdenerwowana.
- Była Pani! - wyniki nie kłamią... - powiedział poddenerwowany lekarz.
- To jest nie możliwe panie doktorze! Po prostu nie możliwe! - mówiłam ze łzami w oczach. Neymar spojrzał na mnie z obrzydzeniem po czym wybiegł z sali.
- Ney... Popopoczekaj! - mówiłam ze łzami w oczach, ale jego już nie było.
- To był ojciec dziecka? - zapytał zmartwiony lekarz.
- Nie! Ani on ani nikt inny! Nie możliwe żebym była w ciąży.
- Jak to? - zapytał zdziwiony.
- Raczej wiatropylna nie jestem... - powiedziałam w nerwach.
- Może mi pani wytłumaczyć? - zapytał zdziwiony lekarz.
- Ja...
- Może pani dokończyć. Spokojnie. - powiedział z uśmiechem.
- Ja po prostu jestem dziewicą, okej? - powiedziałam jednym tchem.
- Ale jak to? To nie możliwe. Musimy powtórzyć badania... - powiedział zmartwiony lekarz.
- Tak. Koniecznie. - powiedziałam trochę spokojniej. Tak jak powiedział lekarz tak zrobiliśmy. Powtórzyliśmy badania, wróciłam do sali i zaczęłam płakać... Dlaczego? Dlatego, że Ney się zdenerwował? Ale przecież ja go nawet nie lubię! Ale te jego oczy! Jessica co ty mówisz?! Nie możliwe! Nie podoba ci się! To nie możliwe! To zwykły podrywacz! Tak właśnie... To podrywacz! Nie lubię go! I nigdy nie lubiłam! Tak zostanie! Dobrze się stało z tymi badaniami. Ale dlaczego on się w ogóle zdenerwował?! Przecież nawet jakbym była w ciąży to co? Nie powinno go to obchodzić... Mam go gdzieś! Niech on wraca do tego swojego idealnego życia, do podrywania panienek, bawienia się nimi i łamania im serc. Nie wiem jak mój brat może go lubić?! Nie rozumiem... Właśnie mój brat, moja mama! Nie kontaktuję się z nimi już dwa dni... Wzięłam szybko telefon i wybrałam numer do mamy. Odebrała po pierwszym sygnale.
- Cześć mamusiu! - powiedziałam ucieszona.
- Jessica zabije cię! - powiedziała wściekła.
- Ale za co? - zapytałam sfrustrowana.
- Nie odzywasz się od 2 dni Elena nie odbiera telefonów. Wiesz jak się z ojcem martwiliśmy? - była naprawdę wściekła.
- Tak wiem. Przepraszam. Po prostu wiesz, to jest Barcelona, cały czas zwiedzam, a później spotykam się z przyjaciółką. Mam wakacje, a po za tym mam prawie 18 lat i nie musisz się o mnie tak martwić... Wszystko jest w porządku. - skłamałam.
- Przepraszam, ale wiesz jaka ja jestem... Bardzo się martwię i tęsknię! Rozumiesz mnie? - mówiła już spokojna.
- Rozumiem. Jesteś moją mamą. Też tęsknię. - na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Dawid chcę z tobą porozmawiać. Trzymaj. - oddała słuchawkę bratu.
- Cześć młody, jak tam? - zapytałam.
- U mnie wszystko ok, spotkałaś Neymara? - zapytał i iskrą nadziei. Momentalnie kiedy usłyszałam jego imię napłyneły mi do oczu łzy.
- Nie, młody. Mówiłam, że to nie możliwe... - próbowałam ukryć smutek.
- No trudno. Dobra siostra muszę kończyć pa. - powiedział i się rozłączył. Trochę mnie to zasmuciło, ale cóż... Do "mojej" sali wszedł lekarz i usłyszałam : "Przykro mi została pani zgwałcona"
"NIE, MŁODY. MÓWIŁAM, ŻE TO NIEMOŻLIWE."
- Aaale jakie dziecko? Ja nie byłam w żadnej ciąży! - powiedziałam zdenerwowana.
- Była Pani! - wyniki nie kłamią... - powiedział poddenerwowany lekarz.
- To jest nie możliwe panie doktorze! Po prostu nie możliwe! - mówiłam ze łzami w oczach. Neymar spojrzał na mnie z obrzydzeniem po czym wybiegł z sali.
- Ney... Popopoczekaj! - mówiłam ze łzami w oczach, ale jego już nie było.
- To był ojciec dziecka? - zapytał zmartwiony lekarz.
- Nie! Ani on ani nikt inny! Nie możliwe żebym była w ciąży.
- Jak to? - zapytał zdziwiony.
- Raczej wiatropylna nie jestem... - powiedziałam w nerwach.
- Może mi pani wytłumaczyć? - zapytał zdziwiony lekarz.
- Ja...
- Może pani dokończyć. Spokojnie. - powiedział z uśmiechem.
- Ja po prostu jestem dziewicą, okej? - powiedziałam jednym tchem.
- Ale jak to? To nie możliwe. Musimy powtórzyć badania... - powiedział zmartwiony lekarz.
- Tak. Koniecznie. - powiedziałam trochę spokojniej. Tak jak powiedział lekarz tak zrobiliśmy. Powtórzyliśmy badania, wróciłam do sali i zaczęłam płakać... Dlaczego? Dlatego, że Ney się zdenerwował? Ale przecież ja go nawet nie lubię! Ale te jego oczy! Jessica co ty mówisz?! Nie możliwe! Nie podoba ci się! To nie możliwe! To zwykły podrywacz! Tak właśnie... To podrywacz! Nie lubię go! I nigdy nie lubiłam! Tak zostanie! Dobrze się stało z tymi badaniami. Ale dlaczego on się w ogóle zdenerwował?! Przecież nawet jakbym była w ciąży to co? Nie powinno go to obchodzić... Mam go gdzieś! Niech on wraca do tego swojego idealnego życia, do podrywania panienek, bawienia się nimi i łamania im serc. Nie wiem jak mój brat może go lubić?! Nie rozumiem... Właśnie mój brat, moja mama! Nie kontaktuję się z nimi już dwa dni... Wzięłam szybko telefon i wybrałam numer do mamy. Odebrała po pierwszym sygnale.
- Cześć mamusiu! - powiedziałam ucieszona.
- Jessica zabije cię! - powiedziała wściekła.
- Ale za co? - zapytałam sfrustrowana.
- Nie odzywasz się od 2 dni Elena nie odbiera telefonów. Wiesz jak się z ojcem martwiliśmy? - była naprawdę wściekła.
- Tak wiem. Przepraszam. Po prostu wiesz, to jest Barcelona, cały czas zwiedzam, a później spotykam się z przyjaciółką. Mam wakacje, a po za tym mam prawie 18 lat i nie musisz się o mnie tak martwić... Wszystko jest w porządku. - skłamałam.
- Przepraszam, ale wiesz jaka ja jestem... Bardzo się martwię i tęsknię! Rozumiesz mnie? - mówiła już spokojna.
- Rozumiem. Jesteś moją mamą. Też tęsknię. - na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Dawid chcę z tobą porozmawiać. Trzymaj. - oddała słuchawkę bratu.
- Cześć młody, jak tam? - zapytałam.
- U mnie wszystko ok, spotkałaś Neymara? - zapytał i iskrą nadziei. Momentalnie kiedy usłyszałam jego imię napłyneły mi do oczu łzy.
- Nie, młody. Mówiłam, że to nie możliwe... - próbowałam ukryć smutek.
- No trudno. Dobra siostra muszę kończyć pa. - powiedział i się rozłączył. Trochę mnie to zasmuciło, ale cóż... Do "mojej" sali wszedł lekarz i usłyszałam : "Przykro mi została pani zgwałcona"
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
ROZDZIAŁ 5 :)
"KSIĘŻNICZKA Z POŁAMANĄ NOGĄ I SINIAKAMI. TO ŻEŚ WYMYŚLIŁ."
Rano kiedy się obudziłam poczułam mocny ból brzucha. Myślałam, że nie wytrzymam. Zawołałam lekarzy. Zawieźli mnie na salę operacyjną. Okazało się, że mam krwotok wewnętrzny. Podali mi narkozę. Usnęłam a lekarze zaczęli robić swoje. Kiedy byłam operowana do szpitala przyszedł Davi z ciocią Rafą. Weszli do mojej sali i bardzo się przestraszyli jak nie zobaczyli mnie w środku. Brazylijka pobiegła do lekarza.
- Gdzie jest Jessica Johnson? - zaniepokojona zapytała.
- Jest pani kimś z rodziny pacjentki? - lekarz zadał pytanie.
- Nie. To ja zadzwoniłam na karetkę i ją już odwiedziłam. - powiedziała zdenerwowana.
- Przykro mi, ale nie mogę udzielić informacji. - powiedział stanowczo.
- Szlag... - zaklnęła pod nosem. Rafaella znów zadzwoniła do Neymara i powiedziała o zaistniałej sytuacji. Wystraszony Brazylijczyk powiedział, że po treningu przyjedzie, bo miał niezły opiernicz od Luisa za wczorajszą ucieczkę z treningu. Operacja wciąż trwała. Niby wszystko było ze mną w porządku. Miałam tylko złamaną nogę i kilka siniaków. A tu nagle to! Po prostu nie wierzę! W końcu przyjechał Ney. Podszedł do lekarza prowadzącego i zapytał o informacje, ale powtórzyła się historia Rafaelli. Zaczął klnąć pod nosem. Davi spojrzał na niego z bardzo smutną miną.
- Tatusiu czy moja przyjaciółka się obudzi? - zapytał smutny.
- Mam nadzieję Davi. - odpowiedział mu również smutny.
- To moja wina? - zapytał płacząc.
- Nie synku, to nie jest twoja wina. Twoja przyjaciółka jest po prostu chora. - uśmiechnął się do niego czule.
- Ale to mnie uratowała. - płakał nadal.
- Bo to bohaterka, ale to nie twoja wina słonko. - powiedziała ciocia Daviego.
- W końcu wyszedł lekarz.
- Państwo do pani Johnson? - zwrócił się lekarz do rodzeństwa Santosów.
- Tak. - powiedzieli równocześnie.
- Więc... Operacja przeszła dobrze, trzeba zrobić jeszcze badania i wróci do swojej sali.
- Bardzo dziękuję panie doktorze. - powiedział Juninho.
Lekarz tylko się uśmiechnął. Skończyły się moje badania, mogłam wrócić do "mojej" sali. Pierwszy wszedł Davi. W sumie wybiegł a nie wszedł. Przytulił mnie mocno i się rozpłakał.
- Hej mały nie płacz. - uśmiechnęłam się.
- Bałem się o Ciebie przyjaciółko. - słodko mnie poinformował.
- Nie miałeś powodów przyjacielu. - uśmiechnęłam się szeroko. Davi był mocno przytulony. Weszła Rafa.
- Hej Jess, jak się czujesz? - uśmiechnęła się.
- Teraz już dobrze. - odwzajemniłam uśmiech.
- Ja i Davi się bardziej martwiliśmy! Ale Ney chyba najbardziej. - wciąż była uśmiechnięta.
- Ney? A co on ma do tego? Myślałem, że wszystko sobie wyjaśniliśmy wczoraj? - zdziwiłam się.
- Nie wiem. Martwił się. Od razu po treningu przyjechał tu. I czeka, aż wyjdziemy, żeby z tobą porozmawiać. - poinformowała mnie.
- On tu teraz jest?! Może wejść...
- Chodź Daviś. - powiedziała Rafa.
- Nie ciociu! Jeszcze chwilkę! Proszę! - powiedział zasmucony syn Juninha.
- Davisiu! Jessica jest zmęczona! Musi odpoczywać! Chodź! - mówiła z uśmiechem.
- Dobrze. Pa moja przyjaciółko. Będę tęsknił. - pocałował mnie w policzek i wyszedł. Po chwili wszedł Neymar.
- Cześć bohaterko! Jak się masz? - zapytał czule.
- Teraz już okej. Ney... Myślałam, że wszystko wczoraj wyjaśniliśmy? - powiedziałam spokojnie.
- Co wyjaśniliśmy? Powiedziałem, że będę się tobą opiekował to będę! - powiedział.
- Ale, ja nie potrzebuję opieki. A z resztą mam siostrę... - powiedziałam już mniej spokojnie.
- Nie bulwersuj się tak księżniczko. Tylko ci pomogę. - powiedział roześmiany.
- Księżniczka z siniakami i połamaną nogą to żeś wymyślił. Buchneliśmy śmiechem.
- Nie ma się co śmiać. - powiedział z uśmiechem.
- Lepiej śmiać niż płakać... - powiedziałam z większym uśmiechem.
- Racja. Może opowiesz mi trochę o sobie? - zapytał lekko skrępowany.
- Masz się mną opiekować a nie zaprzyjaźnić... - roześmiałam się ponownie.
- Ale chyba mogę Cię zapytać o twoje życie? - zapytał z dziwną miną.
- Nie jestem super gwiazdą, w porównaniu do ciebie. Ja mogę zadzwonić do swojego brata i będę wiedziała o tobie wszystko... - śmiałam się.
- Serio? Twój brat moim fanem? Cieszę się, że chociaż on mnie lubi. - uśmiechnął się.
- Wieeeelki fan. On wie o tobie więcej niż ty sam wiesz o sobie... - śmiałam się bez przerwy.
- Serio? Nie wierzę! - buchnął śmiechem.
- Może kiedyś się przekonasz. - uśmiech pojawił się na mojej buzi.
- Żeby się przekonać, to musiałbym się zaprzyjaźnić z tobą... A ile on ma lat i może ma jakieś imię? - zapytał.
- Haha nie musisz. Ma na imię Dawid i ma 12 lat. - mówiłam patrząc mu w oczy.
- I widzisz sprytem wyciągnąłem z ciebie kilka informacji! - mówił z cwaniackim uśmiechem.
- Osz ty! - rzuciłam go poduszką. - śmiejąc się.
- Auć.
- To cię bolało? I to ja jestem księżniczką? - śmiałam się.
- Przecież żartowałem. - śmiał się.
- Podaj mi tą poduszkę! Ja jestem księżniczką a ty moją służbą! - zaśmiałam się.
- Tak proszę pani. Na każdy rozkaz! - obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Nasze śmiechy przerwał lekarz, który nie miał dobrych wieści.
- Mam złą wiadomość, pani Jessico.
- O mój Boże, słucham? - powiedziałam przejęta.
- Z panią wszystko dobrze, tylko... - zawiesił się.
- Tylko co? - powiedziałam przejęta.
- Straciła pani dziecko. - powiedział napięcie.
- CO?! - powiedziałam równo z Neymarem...
no to mamy 5. PRZEPRASZAM!!!, że tak długo, ale od jakiegoś czasu nie miałam dostępu do internetu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie! Co do rozdziału to nawet mi się podoba, ale to zostawiam waszej opinii. Miłego dnia. :))
"KSIĘŻNICZKA Z POŁAMANĄ NOGĄ I SINIAKAMI. TO ŻEŚ WYMYŚLIŁ."
Rano kiedy się obudziłam poczułam mocny ból brzucha. Myślałam, że nie wytrzymam. Zawołałam lekarzy. Zawieźli mnie na salę operacyjną. Okazało się, że mam krwotok wewnętrzny. Podali mi narkozę. Usnęłam a lekarze zaczęli robić swoje. Kiedy byłam operowana do szpitala przyszedł Davi z ciocią Rafą. Weszli do mojej sali i bardzo się przestraszyli jak nie zobaczyli mnie w środku. Brazylijka pobiegła do lekarza.
- Gdzie jest Jessica Johnson? - zaniepokojona zapytała.
- Jest pani kimś z rodziny pacjentki? - lekarz zadał pytanie.
- Nie. To ja zadzwoniłam na karetkę i ją już odwiedziłam. - powiedziała zdenerwowana.
- Przykro mi, ale nie mogę udzielić informacji. - powiedział stanowczo.
- Szlag... - zaklnęła pod nosem. Rafaella znów zadzwoniła do Neymara i powiedziała o zaistniałej sytuacji. Wystraszony Brazylijczyk powiedział, że po treningu przyjedzie, bo miał niezły opiernicz od Luisa za wczorajszą ucieczkę z treningu. Operacja wciąż trwała. Niby wszystko było ze mną w porządku. Miałam tylko złamaną nogę i kilka siniaków. A tu nagle to! Po prostu nie wierzę! W końcu przyjechał Ney. Podszedł do lekarza prowadzącego i zapytał o informacje, ale powtórzyła się historia Rafaelli. Zaczął klnąć pod nosem. Davi spojrzał na niego z bardzo smutną miną.
- Tatusiu czy moja przyjaciółka się obudzi? - zapytał smutny.
- Mam nadzieję Davi. - odpowiedział mu również smutny.
- To moja wina? - zapytał płacząc.
- Nie synku, to nie jest twoja wina. Twoja przyjaciółka jest po prostu chora. - uśmiechnął się do niego czule.
- Ale to mnie uratowała. - płakał nadal.
- Bo to bohaterka, ale to nie twoja wina słonko. - powiedziała ciocia Daviego.
- W końcu wyszedł lekarz.
- Państwo do pani Johnson? - zwrócił się lekarz do rodzeństwa Santosów.
- Tak. - powiedzieli równocześnie.
- Więc... Operacja przeszła dobrze, trzeba zrobić jeszcze badania i wróci do swojej sali.
- Bardzo dziękuję panie doktorze. - powiedział Juninho.
Lekarz tylko się uśmiechnął. Skończyły się moje badania, mogłam wrócić do "mojej" sali. Pierwszy wszedł Davi. W sumie wybiegł a nie wszedł. Przytulił mnie mocno i się rozpłakał.
- Hej mały nie płacz. - uśmiechnęłam się.
- Bałem się o Ciebie przyjaciółko. - słodko mnie poinformował.
- Nie miałeś powodów przyjacielu. - uśmiechnęłam się szeroko. Davi był mocno przytulony. Weszła Rafa.
- Hej Jess, jak się czujesz? - uśmiechnęła się.
- Teraz już dobrze. - odwzajemniłam uśmiech.
- Ja i Davi się bardziej martwiliśmy! Ale Ney chyba najbardziej. - wciąż była uśmiechnięta.
- Ney? A co on ma do tego? Myślałem, że wszystko sobie wyjaśniliśmy wczoraj? - zdziwiłam się.
- Nie wiem. Martwił się. Od razu po treningu przyjechał tu. I czeka, aż wyjdziemy, żeby z tobą porozmawiać. - poinformowała mnie.
- On tu teraz jest?! Może wejść...
- Chodź Daviś. - powiedziała Rafa.
- Nie ciociu! Jeszcze chwilkę! Proszę! - powiedział zasmucony syn Juninha.
- Davisiu! Jessica jest zmęczona! Musi odpoczywać! Chodź! - mówiła z uśmiechem.
- Dobrze. Pa moja przyjaciółko. Będę tęsknił. - pocałował mnie w policzek i wyszedł. Po chwili wszedł Neymar.
- Cześć bohaterko! Jak się masz? - zapytał czule.
- Teraz już okej. Ney... Myślałam, że wszystko wczoraj wyjaśniliśmy? - powiedziałam spokojnie.
- Co wyjaśniliśmy? Powiedziałem, że będę się tobą opiekował to będę! - powiedział.
- Ale, ja nie potrzebuję opieki. A z resztą mam siostrę... - powiedziałam już mniej spokojnie.
- Nie bulwersuj się tak księżniczko. Tylko ci pomogę. - powiedział roześmiany.
- Księżniczka z siniakami i połamaną nogą to żeś wymyślił. Buchneliśmy śmiechem.
- Nie ma się co śmiać. - powiedział z uśmiechem.
- Lepiej śmiać niż płakać... - powiedziałam z większym uśmiechem.
- Racja. Może opowiesz mi trochę o sobie? - zapytał lekko skrępowany.
- Masz się mną opiekować a nie zaprzyjaźnić... - roześmiałam się ponownie.
- Ale chyba mogę Cię zapytać o twoje życie? - zapytał z dziwną miną.
- Nie jestem super gwiazdą, w porównaniu do ciebie. Ja mogę zadzwonić do swojego brata i będę wiedziała o tobie wszystko... - śmiałam się.
- Serio? Twój brat moim fanem? Cieszę się, że chociaż on mnie lubi. - uśmiechnął się.
- Wieeeelki fan. On wie o tobie więcej niż ty sam wiesz o sobie... - śmiałam się bez przerwy.
- Serio? Nie wierzę! - buchnął śmiechem.
- Może kiedyś się przekonasz. - uśmiech pojawił się na mojej buzi.
- Żeby się przekonać, to musiałbym się zaprzyjaźnić z tobą... A ile on ma lat i może ma jakieś imię? - zapytał.
- Haha nie musisz. Ma na imię Dawid i ma 12 lat. - mówiłam patrząc mu w oczy.
- I widzisz sprytem wyciągnąłem z ciebie kilka informacji! - mówił z cwaniackim uśmiechem.
- Osz ty! - rzuciłam go poduszką. - śmiejąc się.
- Auć.
- To cię bolało? I to ja jestem księżniczką? - śmiałam się.
- Przecież żartowałem. - śmiał się.
- Podaj mi tą poduszkę! Ja jestem księżniczką a ty moją służbą! - zaśmiałam się.
- Tak proszę pani. Na każdy rozkaz! - obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Nasze śmiechy przerwał lekarz, który nie miał dobrych wieści.
- Mam złą wiadomość, pani Jessico.
- O mój Boże, słucham? - powiedziałam przejęta.
- Z panią wszystko dobrze, tylko... - zawiesił się.
- Tylko co? - powiedziałam przejęta.
- Straciła pani dziecko. - powiedział napięcie.
- CO?! - powiedziałam równo z Neymarem...
no to mamy 5. PRZEPRASZAM!!!, że tak długo, ale od jakiegoś czasu nie miałam dostępu do internetu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie! Co do rozdziału to nawet mi się podoba, ale to zostawiam waszej opinii. Miłego dnia. :))
Subskrybuj:
Posty (Atom)