poniedziałek, 6 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 5 :)
"KSIĘŻNICZKA Z POŁAMANĄ NOGĄ I SINIAKAMI. TO ŻEŚ WYMYŚLIŁ."
Rano kiedy się obudziłam poczułam mocny ból brzucha. Myślałam, że nie wytrzymam. Zawołałam lekarzy. Zawieźli mnie na salę operacyjną. Okazało się, że mam krwotok wewnętrzny. Podali mi narkozę. Usnęłam a lekarze zaczęli robić swoje. Kiedy byłam operowana do szpitala przyszedł Davi z ciocią Rafą. Weszli do mojej sali i bardzo się przestraszyli jak nie zobaczyli mnie w środku. Brazylijka  pobiegła do lekarza. 
- Gdzie jest Jessica Johnson? - zaniepokojona zapytała. 
- Jest pani kimś z rodziny pacjentki? - lekarz zadał pytanie. 
- Nie. To ja zadzwoniłam na karetkę i ją już odwiedziłam. - powiedziała zdenerwowana.
- Przykro mi, ale nie mogę udzielić informacji. - powiedział stanowczo. 
- Szlag...  - zaklnęła pod nosem. Rafaella znów zadzwoniła do Neymara i powiedziała o zaistniałej sytuacji. Wystraszony Brazylijczyk powiedział, że po treningu przyjedzie, bo miał niezły opiernicz od Luisa za wczorajszą ucieczkę z treningu. Operacja wciąż trwała. Niby wszystko było ze mną w porządku. Miałam tylko złamaną nogę i kilka siniaków. A tu nagle to! Po prostu nie wierzę! W końcu przyjechał Ney. Podszedł do lekarza prowadzącego i zapytał o informacje, ale powtórzyła się historia Rafaelli. Zaczął klnąć pod nosem. Davi spojrzał na niego z bardzo smutną miną.
- Tatusiu czy moja przyjaciółka się obudzi? - zapytał smutny. 
- Mam nadzieję Davi. - odpowiedział mu również smutny. 
- To moja wina? - zapytał płacząc.
- Nie synku, to nie jest twoja wina. Twoja przyjaciółka jest po prostu chora. - uśmiechnął się do niego czule. 
- Ale to mnie uratowała. - płakał nadal.
- Bo to bohaterka, ale to nie twoja wina słonko. - powiedziała ciocia Daviego. 
- W końcu wyszedł lekarz. 
- Państwo do pani Johnson? - zwrócił się lekarz do rodzeństwa Santosów. 
- Tak. - powiedzieli równocześnie. 
- Więc... Operacja przeszła dobrze, trzeba zrobić jeszcze badania i wróci do swojej sali. 
- Bardzo dziękuję panie doktorze. - powiedział Juninho. 
Lekarz tylko się uśmiechnął. Skończyły się moje badania, mogłam wrócić do "mojej" sali. Pierwszy wszedł Davi. W sumie wybiegł a nie wszedł. Przytulił mnie mocno i się rozpłakał. 
- Hej mały nie płacz. - uśmiechnęłam się. 
- Bałem się o Ciebie przyjaciółko. - słodko mnie poinformował. 
- Nie miałeś powodów przyjacielu. - uśmiechnęłam się szeroko. Davi był mocno przytulony. Weszła Rafa. 
- Hej Jess, jak się czujesz? - uśmiechnęła się. 
- Teraz już dobrze. - odwzajemniłam uśmiech. 
- Ja i Davi się bardziej martwiliśmy! Ale Ney chyba najbardziej. - wciąż była uśmiechnięta. 
- Ney? A co on ma do tego? Myślałem, że wszystko sobie wyjaśniliśmy wczoraj?  - zdziwiłam się. 
- Nie wiem. Martwił się. Od razu po treningu przyjechał tu. I czeka, aż wyjdziemy, żeby z tobą porozmawiać. - poinformowała mnie. 
- On tu teraz jest?! Może wejść... 
- Chodź Daviś. - powiedziała Rafa. 
- Nie ciociu! Jeszcze chwilkę! Proszę! - powiedział zasmucony syn Juninha. 
- Davisiu! Jessica jest zmęczona! Musi odpoczywać! Chodź! - mówiła z uśmiechem. 
- Dobrze. Pa moja przyjaciółko. Będę tęsknił. - pocałował mnie w policzek i wyszedł. Po chwili wszedł Neymar. 
- Cześć bohaterko! Jak się masz? - zapytał czule. 
- Teraz już okej. Ney... Myślałam, że wszystko wczoraj wyjaśniliśmy? - powiedziałam spokojnie. 
- Co wyjaśniliśmy? Powiedziałem, że będę się tobą opiekował to będę! - powiedział. 
- Ale, ja nie potrzebuję opieki. A z resztą mam siostrę... - powiedziałam już mniej spokojnie. 
- Nie bulwersuj się tak księżniczko. Tylko ci pomogę. - powiedział roześmiany. 
- Księżniczka z siniakami i połamaną nogą to żeś wymyślił. Buchneliśmy śmiechem. 
- Nie ma się co śmiać. - powiedział z uśmiechem. 
- Lepiej śmiać niż płakać... - powiedziałam z większym uśmiechem. 
- Racja. Może opowiesz mi trochę o sobie? - zapytał lekko skrępowany.
- Masz się mną opiekować a nie zaprzyjaźnić... - roześmiałam się ponownie. 
- Ale chyba mogę Cię zapytać o twoje życie? - zapytał z dziwną miną. 
- Nie jestem super gwiazdą, w porównaniu do ciebie. Ja mogę zadzwonić do swojego brata i będę wiedziała o tobie wszystko... - śmiałam się. 
- Serio? Twój brat moim fanem? Cieszę się, że chociaż on mnie lubi. - uśmiechnął się. 
- Wieeeelki fan. On wie o tobie więcej niż ty sam wiesz o sobie... - śmiałam się bez przerwy. 
- Serio? Nie wierzę! - buchnął śmiechem. 
- Może kiedyś się przekonasz. - uśmiech pojawił się na mojej buzi. 
- Żeby się przekonać, to musiałbym się zaprzyjaźnić z tobą... A ile on ma lat i może ma jakieś imię? - zapytał. 
- Haha nie musisz. Ma na imię Dawid i ma 12 lat. - mówiłam patrząc mu w oczy. 
- I widzisz sprytem wyciągnąłem z ciebie kilka informacji! - mówił z cwaniackim uśmiechem.
- Osz ty! - rzuciłam go poduszką. - śmiejąc się. 
- Auć. 
- To cię bolało? I to ja jestem księżniczką? - śmiałam się. 
- Przecież żartowałem. - śmiał się. 
- Podaj mi tą poduszkę! Ja jestem księżniczką a ty moją służbą! - zaśmiałam się. 
- Tak proszę pani. Na każdy rozkaz! - obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Nasze śmiechy przerwał lekarz, który nie miał dobrych wieści. 
- Mam złą wiadomość, pani Jessico. 
- O mój Boże, słucham? - powiedziałam przejęta. 
- Z panią wszystko dobrze, tylko... - zawiesił się. 
- Tylko co? - powiedziałam przejęta. 
- Straciła pani dziecko. - powiedział napięcie. 
- CO?! - powiedziałam równo z Neymarem... 

no to mamy 5. PRZEPRASZAM!!!, że tak długo, ale od jakiegoś czasu nie miałam dostępu do internetu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie! Co do rozdziału to nawet mi się podoba, ale to zostawiam waszej opinii. Miłego dnia. :))




1 komentarz:

  1. Jest mega!
    I ta księżniczka z siniakami :D Fajny pomysł ;)
    Czekam na kolejny! <3

    OdpowiedzUsuń