piątek, 1 maja 2015

ROZDZIAŁ 10 :)
" PLAŻA JEST W DRUGĄ STRONĘ"
Nasz, a raczej samochód Neymara tonął w bagnie. 
- Jak to możliwe?! Przecież to bagno jest dobre 10 metrów od nas. - powiedział zdezorientowany. 
- Chyba jednak było bliżej niż nam się wydawało. - powiedziałam smutno. 
- Nie ma się co smucić. Trzeba stąd jak najszybciej wyjść, bo chcę jeszcze pożyć. - powiedział lekko się śmiejąc. 
- Neymar to nie jest śmieszne. Jak niby chcesz stąd zejść?! Jesteśmy na dachu twojego samochodu, a tu nie ma nic poza tym bagnem. - powiedziałam zdenerwowana.
- Nie denerwuj się księżniczko. Tam jest patyk, wystarczy, że przejdziemy do niego przez okno i zejdziemy na ląd. - uśmiechnął się. 
- Dobra. Ty pierwszy. - uśmiechnęłam się lekko.
Jak powiedział tak zrobił, przeszedł przez okno i stał już na grubym patyku za to ja wciąż na oknie. Podał mi swą wielką dłoń i pociągnął na patyk. Już prawie byliśmy na lądzie, kiedy patyk się złamał i wpadliśmy do bagna. Bagno było mega brudne i zimne. Myślałam, że zabije tego kretyna. Kiedy wyszliśmy na ląd zobaczyliśmy tylko jak bagno całkowicie pochłania samochód. Za to my staliśmy na ziemi mokrzy i brudni a na dodatek nie mieliśmy czym wracać do domu. 
- I co teraz? - zapytałam wkurzona i zarazem smutna. 
- No idziemy na piechotę. - powiedział śmiejąc się. 
- Z czego ty się śmiejesz?! Jesteśmy brudni i mokrzy! A na dodatek twoja bryka przed chwilą zatonęła! Więc powiedz mi do jasnej cholery co cię tak śmieszy?! - zapytałam zaciskając zęby. Bo przysięgam, że jeszcze raz by się zaśmiał a wyrzuciłabym go do tego bagna. 
- No tak, cóż poradzę, stało się. Bywa. Mam lepsze samochody to był jeden z najgorszych. Zrobimy sobie spacerek. Wielkie rzeczy. - uśmiechnął się. 
- No wiadomo panie milionerze. Co cię obchodzi jakiś samochód, za który miałbyś nakarmić miasto Afryki, ale co tam, przecież ty masz tyle kasy i samochodów, że co cię to obchodzi. - powiedziałam z ironią i złością. 
- Masz rację. Przepraszam. Po prostu nie chcę zadręczać głowy zmartwieniami. Przepraszam. Nie odezwałam się po prostu poszłam w prawo. Nawet nie wiem gdzie szłam. Chciałam dostać się na plażę, bo stamtąd już wiem jak dojść do domu. Niestety moja mapa zatonęła wraz z samochodem. 
- Jessica! - usłyszałam za sobą głos piłkarza. 
- CO?! - wydarłam się wkurzona. 
- Plaża jest w drugą stronę. - śmiał się ze mnie. No niestety on tu mieszka i o Barcelonie coś jednak wie. Więc postanowiłam przejść koło niego obojętnie i iść dalej na plażę. 

niedziela, 26 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 9 :) 
" CHYBA UMIEM CZYTAĆ MAPRĘ" 
Kiedy się odwróciłam zobaczyłam dwa wielkie czarne samochody jadące za nami. 
- Neymar patrz za nami. - powiedziałam z przerażeniem. 
- Szlag... To paparazzi... Jak oni nas znaleźli?! - krzyknął zdenerwowany. 
- Nie mam pojęcia Ney... Trzeba ich jakoś zgubić. 
Neymar przyspieszył, przyspieszał coraz bardziej. Zaczynałam się bać. 
- Neymar zwolnij! - zaczęłam krzyczeć. To nic nie dało. Jechał wciąż za szybko. 
- Neymar do cholery zwolnij. - krzyczałam głośniej. To również nic nie dało. Spojrzałam w jego oczy. Nie wiem jak to się stało, ale z moich oczu popłynęła słona ciecz. Złapałam go za rękę. 
- Ney proszę cię zwolnij! Dopiero co wyszłam ze szpitala, nie chcę tam wracać. - mówiłam a łzy po prostu mi leciały, ni z tąd ni z owąd. Brazylijczyk spojrzał na mnie i dopiero w tym momencie uświadomił sobie co do niego mówiłam. Natychmiast zwolnił. 
- Słuchaj Jessica przepraszam! Strasznie przepraszam. Ja, ja nie wiem co się stało... Po prostu przepraszam. - powiedział zasmucony. 
Nie odezwałam się i wzięłam do ręki mapę. 
- Zaraz będzie skręt w prawo. Jakaś leśna dróżka. Zgubimy ich, a jak przyjadą wrócimy do domów. - powiedziałam smutnym głosem. 
- Dobra. - odpowiedział niechętnie. 
- To ta dróżka. Skręć! - krzyknęłam.
- Jesteś pewna? - zapytał wahając się.
- Chyba umiem czytać mapę? - odpowiedziałam stanowczo. 
- Okej. - powiedział z grymasem. Skręciliśmy w tę dróżkę, nie było tam nic oprócz drzew i bagna, które zaczynało się jakieś 10 metrów od nas. Stanęliśmy. Siedząc w samochodzie zaczęliśmy rozmawiać. 
- Jessica ja... Na prawdę przepraszam. Nie wiem co mnie opętało. Wybaczysz mi? - zapytał błagalnym tonem. 
- Neymar musisz mi obiecać, że nigdy więcej tego nie zrobisz. Mam straszne przeżycie z samochodem, i nie chcę przeżywać tego po raz drugi. - odpowiedziałam smutno. 
- Obiecuję. Nigdy więcej. Możesz mi o tym opowiedzieć? - zapytał. 
- Przepraszam Neymar, ale nie uważam, że jesteśmy na tyle blisko, żeby mówić o takich rzeczach. - powiedziałam stanowczo. 
- Dobrze rozumiem. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć i pogadać. - uśmiechnął się. - Dziękuję. - przytuliłam go. A on odwzajemnił gest. Staliśmy przez chwilę przytulni. Gdy nagle poczuliśmy, że coś jest nie tak. Przez okno wyszliśmy na dach samochodu i to co zobaczyliśmy nas oszołomiło. 
- O cholera! - krzyknął Ney. 

niedziela, 19 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 8 :) 
 "Czy on powiedział, że mu się spodobałam?"
Za oknem stało pełno paparazzi. Myślałam, że oszaleje! Przecież jak moja mama zobaczyłaby moje zdjęcie pod tym artykułem... Nie chcę nawet myśleć. Robili zdjęcia wszystkim, którzy wchodzili i wychodzili ze szpitala. Super teraz pewnie Neymar po mnie nie przyjedzie - pomyślałam. Co ja teraz zrobię?! 
- Cześć księżniczko! - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się i nie mógł to być nikt inny jak Brazylijczyk. 
- Cześć królewiczu! - odpowiedziałam z uśmiechem. 
- Jak tam? - zapytał. 
- Dobrze. Widziałeś co się dzieje za oknem? - zapytałam nie zastanawiając się. 
- Nie. Co? - odpowiedział zdziwiony. 
- Nie?! Jak to nie?! To jak się tu dostałeś?! - zapytałam zdziwiona. 
Neymar podszedł do okna i aż podskoczył. 
- Co to ma być do cholery?! - zapytał zdenerwowany. 
- Rozmawiałam dzisiaj z moją mamą, powiedziała, że tytuł dzisiejszej gazety to " Dziewczyna ratuje dziecko piłkarza"... Zapytała czy to ja, a ja odpowiedziałam, że nie. - spojrzałam na niego. Później chciałam się przewietrzyć to otworzyłam okno i moim oczom ukazał się ten widok. 
- Rozumiem czemu skłamałaś... Co teraz zrobimy? Wjechałem tylnym wejściem. Nie zauważyli mnie. - odpowiedział. 
- Okej to wyjdziemy też tak samo. Tylko lekarz przyniesie mi wypis. - odpowiedziałam stanowczo. 
- Dobrze. - powiedział z grymasem.
Jak na zawołanie lekarz zjawił się w sali i daj mi papierek z wypisem.
- Życzę zdrowia pani Jessico. - powiedział z uśmiechem lekarz. 
- Dziękuję. - odwzajemniłam gest. 
Szybko wyszliśmy tylnymi drzwiami. Stanęłam przy jego samochodzie i kolejny raz opadła mi szczęka.
- To twój wóz? - zapytałam zdumiona. 
- Dziwisz się? Jestem piłkarzem, mam dużo kasy. - uśmiechnął się. 
- Taa, zapomniałam. - wywróciłam oczami. 
- Wsiadasz? Czy mam jechać bez ciebie? - zapytał szczerząc się. 
Wsiadłam do samochodu. Po drodzę zaczęłam myśleć o tym co powiedział mi tej nocy kiedy miałam ten okropny sen. A mianowicie " Bo chyba mi się spodobałaś". Czy on powiedział, że mu się spodobałam? Nie... To nie możliwe. A może po prostu go zapytam? 
- Hej, Ney wiesz co mi się śniło ostatnio, że powiedziałeś, że ci się podobam... Głupie nie? - palnełam i miałam ochotę uderzyć się w czoło.
- To nie był sen. - mówił śmiejąc się. Pewnie zobaczył moją minę po tym jak to powiedziałam.
- Nie?! Jak to?! Czy,czy ja ci się podobam? - powiedziałam głośno przełykając ślinę.
- No tak. Jako przyjaciółka. Rozumiesz? - odpowiedział z uśmiechem. 
- Taa, właśnie tak myślałam. - skłamałam. On tylko się uśmiechnął. Na szczęście a może nieszczęście naszą ciszę przerwało to co zobaczyłam po odwróceniu się.

- No nie! - krzyknęłam.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 7 :)! 
"ODWRÓCIŁAM SIĘ A ON STAŁ Z WREDNYM UŚMIESZKIEM"
-CO?! Ale jak to? Kiedy? Nic z tego nie rozumiem... - panikowałam
- Dwa dni temu. Zrobił to pan Neymar Da Silva Santos Júnior . Przykro mi - powiedział lekarz... 
- Nie możliwe! Nie wierzę! To nie prawda! NIE! 
- Jessica - usłyszałam za sobą głos Neymara. Odwróciłam się a on stał z wrednym uśmieszkiem! 
- Odejdź ode mnie! Zostaw mnie... Nagle znalazłam się na podłodze. Na krześle siedział Ney, powiedziałam, żeby się do mnie nie zbliżał, bo wezwę ochronę. 
- Jess, posłuchaj, przepraszam! Nie wiem co we mnie wstąpiło, nie chciałem tego zrobić. Wiesz chyba po prostu mi się spodobałaś! Na prawdę przepraszam... - powiedział z opuszczoną głową. 
- Każdą dziewczynę, która ci się podoba gwałcisz? - zapytałam z przerażeniem. 
- Chwila, co? O czym ty w ogóle mówisz Jessica?! Dostałaś jakieś za silne leki? Przepraszam za moją reakcję jak dowiedziałem się o ciąży... Co ci przyszło do głowy? 
- Chwila co? Sprawdziłam mój telefon naprawdę rozmawiałam z mamą... On tak dobrze kłamie? Już chciałam uciekać, kiedy wszedł lekarz. 
- Pani Johnson przepraszam panią z całego serca, ale pomyliliśmy wyniki. Z panią jest wszystko w porządku... Nigdy pani nie była w ciąży... Jutro dostanie pani wypis. Miłej nocy życzę. - powiedział i poszedł. 
- Chwila to był sen z tym gwałtem, nie wierzę. - odwróciłam się w stronę zmieszanego Neya. 
- Słuchaj Ney... Przepraszam! Myślałam, że to było naprawdę. Kurcze, głupio mi... Przepraszam! - powiedziałam niekomfortowo.
- Jak mogłaś pomyśleć, że mógłbym coś takiego zrobić?! Ty mi się podobasz! I nie mógłbym cię skrzywdzić! Ale dobra... Wybaczę ci. Ja też chciałem przeprosić. - powiedział z uśmiechem. 
- Czyli między nami okej? - zapytałam niepewnie. 
- Nie. Nienawidzę cię zniszczyłaś mi reputację. Spojrzałam na niego smutną miną. 
- Co ty?! Przecież żartuje księżniczko! Wszystko okej. - powiedział. Po czym mnie mocno przytulił. To było miłe baaardzo miłe. 
- To co przyjechać jutro po ciebie? - zapytał. 
- No pewnie. - odpowiedziałam. Ney jeszcze raz mnie przytulił a ja opadłam na łóżko i zrobiłam sobie wycieczkę do krainy snów. 


* NASTĘPNEGO RANKA *

Wstałam wcześnie wzięłam prysznic, odprężył mnie. Ubrałam się w te same ubrania, bo nie miałam żadnych innych... W sumie nic w tym szpitalu nie miałam... Od 3 dni już w nich chodziłam i zaczynało mnie to frustrować. Byłam już gotowa do opuszczenia szpitala. Zadzwonił mój telefon, dzwoniła moja mama, odebrałam. 
- Cześć mamo, co tam? - zapytałam z entuzjazmem. 
- Wszystko w porządku córciu? - zapytała zaniepokojona. 
- Tak. A dlaczego pytasz? - zdziwiłam się. 
- Bo w gazecie piszę, że jakaś dziewczyna, podobny opis do ciebie, uratowała dziecko jakiegoś piłkarza. Idola twojego brata. - powiedziała stanowczo. 
- CO?! - szczęka znowu mi opadła. 
- Naprawdę. Nie czytałaś gazety? - zdziwiła się... 
- Nie... Przecież wiesz, że ja nie czytam takich rzeczy. - próbowałam mówić jak najbardziej naturalnie. 
- Tak wiem, ale powiedz mi, że to nie ty! - krzyknęła. 
- Cooo? Mamo ja siedzę teraz wygodnie w domu i oglądam TV. A wiadomo coś o tej sprawie? Co za dziewczyna uratowała to dziecko? - zapytałam nerwowo. 
- Przecież mówię, że był tylko opis. Skarbie uważaj na siebie ja muszę kończyć, bo mam dużo pracy na głowie. Trzymaj się kocham cię. - powiedziała. 
- Ja też. Pa. - odpowiedziałam bez odbioru. Szlag... Co to na być?! Nie no mogłam się przecież tego spodziewać, skoro uratowałam dziecko jednego z najlepszych piłkarzy świata... Za oknem usłyszałam hałas. Otworzyłam je a to co ukazało się moim oczom wyprowadziło mnie z równowagi.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 6 :)
"NIE, MŁODY. MÓWIŁAM, ŻE TO NIEMOŻLIWE."
- Aaale jakie dziecko? Ja nie byłam w żadnej ciąży! - powiedziałam zdenerwowana. 
- Była Pani! - wyniki nie kłamią... - powiedział poddenerwowany lekarz. 
- To jest nie możliwe panie doktorze! Po prostu nie możliwe! - mówiłam ze łzami w oczach. Neymar spojrzał na mnie z obrzydzeniem po czym wybiegł z sali. 
- Ney... Popopoczekaj! - mówiłam ze łzami w oczach, ale jego już nie było. 
- To był ojciec dziecka? - zapytał zmartwiony lekarz. 
- Nie! Ani on ani nikt inny! Nie możliwe żebym była w ciąży. 
- Jak to? - zapytał zdziwiony. 
- Raczej wiatropylna nie jestem... - powiedziałam w nerwach. 
- Może mi pani wytłumaczyć? - zapytał zdziwiony lekarz. 
- Ja... 
- Może pani dokończyć. Spokojnie. - powiedział z uśmiechem. 
- Ja po prostu jestem dziewicą, okej? - powiedziałam jednym tchem. 
- Ale jak to? To nie możliwe. Musimy powtórzyć badania... - powiedział zmartwiony lekarz. 
- Tak. Koniecznie. - powiedziałam trochę spokojniej. Tak jak powiedział lekarz tak zrobiliśmy. Powtórzyliśmy badania, wróciłam do sali i zaczęłam płakać... Dlaczego? Dlatego, że Ney się zdenerwował? Ale przecież ja go nawet nie lubię! Ale te jego oczy! Jessica co ty mówisz?! Nie możliwe! Nie podoba ci się! To nie możliwe! To zwykły podrywacz! Tak właśnie... To podrywacz! Nie lubię go! I nigdy nie lubiłam! Tak zostanie! Dobrze się stało z tymi badaniami. Ale dlaczego on się w ogóle zdenerwował?! Przecież nawet jakbym była w ciąży to co? Nie powinno go to obchodzić... Mam go gdzieś! Niech on wraca do tego swojego idealnego życia, do podrywania panienek, bawienia się nimi i łamania im serc. Nie wiem jak mój brat może go lubić?! Nie rozumiem... Właśnie mój brat, moja mama! Nie kontaktuję się z nimi już dwa dni... Wzięłam szybko telefon i wybrałam numer do mamy. Odebrała po pierwszym sygnale. 
- Cześć mamusiu! - powiedziałam ucieszona. 
- Jessica zabije cię! - powiedziała wściekła. 
- Ale za co? - zapytałam sfrustrowana.
- Nie odzywasz się od 2 dni Elena nie odbiera telefonów. Wiesz jak się z ojcem martwiliśmy? - była naprawdę wściekła. 
- Tak wiem. Przepraszam. Po prostu wiesz, to jest Barcelona, cały czas zwiedzam, a później spotykam się z przyjaciółką. Mam wakacje, a po za tym mam prawie 18 lat i nie musisz się o mnie tak martwić... Wszystko jest w porządku. - skłamałam. 
- Przepraszam, ale wiesz jaka ja jestem... Bardzo się martwię i tęsknię! Rozumiesz mnie? - mówiła już spokojna. 
- Rozumiem. Jesteś moją mamą. Też tęsknię. - na mojej twarzy pojawił się uśmiech. 
- Dawid chcę z tobą porozmawiać. Trzymaj. - oddała słuchawkę bratu. 
- Cześć młody, jak tam? - zapytałam. 
- U mnie wszystko ok, spotkałaś Neymara? - zapytał i iskrą nadziei. Momentalnie kiedy usłyszałam jego imię napłyneły mi do oczu łzy. 
- Nie, młody. Mówiłam, że to nie możliwe... - próbowałam ukryć smutek. 
- No trudno. Dobra siostra muszę kończyć pa. - powiedział i się rozłączył. Trochę mnie to zasmuciło, ale cóż... Do "mojej" sali wszedł lekarz i usłyszałam : "Przykro mi została pani zgwałcona"

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 5 :)
"KSIĘŻNICZKA Z POŁAMANĄ NOGĄ I SINIAKAMI. TO ŻEŚ WYMYŚLIŁ."
Rano kiedy się obudziłam poczułam mocny ból brzucha. Myślałam, że nie wytrzymam. Zawołałam lekarzy. Zawieźli mnie na salę operacyjną. Okazało się, że mam krwotok wewnętrzny. Podali mi narkozę. Usnęłam a lekarze zaczęli robić swoje. Kiedy byłam operowana do szpitala przyszedł Davi z ciocią Rafą. Weszli do mojej sali i bardzo się przestraszyli jak nie zobaczyli mnie w środku. Brazylijka  pobiegła do lekarza. 
- Gdzie jest Jessica Johnson? - zaniepokojona zapytała. 
- Jest pani kimś z rodziny pacjentki? - lekarz zadał pytanie. 
- Nie. To ja zadzwoniłam na karetkę i ją już odwiedziłam. - powiedziała zdenerwowana.
- Przykro mi, ale nie mogę udzielić informacji. - powiedział stanowczo. 
- Szlag...  - zaklnęła pod nosem. Rafaella znów zadzwoniła do Neymara i powiedziała o zaistniałej sytuacji. Wystraszony Brazylijczyk powiedział, że po treningu przyjedzie, bo miał niezły opiernicz od Luisa za wczorajszą ucieczkę z treningu. Operacja wciąż trwała. Niby wszystko było ze mną w porządku. Miałam tylko złamaną nogę i kilka siniaków. A tu nagle to! Po prostu nie wierzę! W końcu przyjechał Ney. Podszedł do lekarza prowadzącego i zapytał o informacje, ale powtórzyła się historia Rafaelli. Zaczął klnąć pod nosem. Davi spojrzał na niego z bardzo smutną miną.
- Tatusiu czy moja przyjaciółka się obudzi? - zapytał smutny. 
- Mam nadzieję Davi. - odpowiedział mu również smutny. 
- To moja wina? - zapytał płacząc.
- Nie synku, to nie jest twoja wina. Twoja przyjaciółka jest po prostu chora. - uśmiechnął się do niego czule. 
- Ale to mnie uratowała. - płakał nadal.
- Bo to bohaterka, ale to nie twoja wina słonko. - powiedziała ciocia Daviego. 
- W końcu wyszedł lekarz. 
- Państwo do pani Johnson? - zwrócił się lekarz do rodzeństwa Santosów. 
- Tak. - powiedzieli równocześnie. 
- Więc... Operacja przeszła dobrze, trzeba zrobić jeszcze badania i wróci do swojej sali. 
- Bardzo dziękuję panie doktorze. - powiedział Juninho. 
Lekarz tylko się uśmiechnął. Skończyły się moje badania, mogłam wrócić do "mojej" sali. Pierwszy wszedł Davi. W sumie wybiegł a nie wszedł. Przytulił mnie mocno i się rozpłakał. 
- Hej mały nie płacz. - uśmiechnęłam się. 
- Bałem się o Ciebie przyjaciółko. - słodko mnie poinformował. 
- Nie miałeś powodów przyjacielu. - uśmiechnęłam się szeroko. Davi był mocno przytulony. Weszła Rafa. 
- Hej Jess, jak się czujesz? - uśmiechnęła się. 
- Teraz już dobrze. - odwzajemniłam uśmiech. 
- Ja i Davi się bardziej martwiliśmy! Ale Ney chyba najbardziej. - wciąż była uśmiechnięta. 
- Ney? A co on ma do tego? Myślałem, że wszystko sobie wyjaśniliśmy wczoraj?  - zdziwiłam się. 
- Nie wiem. Martwił się. Od razu po treningu przyjechał tu. I czeka, aż wyjdziemy, żeby z tobą porozmawiać. - poinformowała mnie. 
- On tu teraz jest?! Może wejść... 
- Chodź Daviś. - powiedziała Rafa. 
- Nie ciociu! Jeszcze chwilkę! Proszę! - powiedział zasmucony syn Juninha. 
- Davisiu! Jessica jest zmęczona! Musi odpoczywać! Chodź! - mówiła z uśmiechem. 
- Dobrze. Pa moja przyjaciółko. Będę tęsknił. - pocałował mnie w policzek i wyszedł. Po chwili wszedł Neymar. 
- Cześć bohaterko! Jak się masz? - zapytał czule. 
- Teraz już okej. Ney... Myślałam, że wszystko wczoraj wyjaśniliśmy? - powiedziałam spokojnie. 
- Co wyjaśniliśmy? Powiedziałem, że będę się tobą opiekował to będę! - powiedział. 
- Ale, ja nie potrzebuję opieki. A z resztą mam siostrę... - powiedziałam już mniej spokojnie. 
- Nie bulwersuj się tak księżniczko. Tylko ci pomogę. - powiedział roześmiany. 
- Księżniczka z siniakami i połamaną nogą to żeś wymyślił. Buchneliśmy śmiechem. 
- Nie ma się co śmiać. - powiedział z uśmiechem. 
- Lepiej śmiać niż płakać... - powiedziałam z większym uśmiechem. 
- Racja. Może opowiesz mi trochę o sobie? - zapytał lekko skrępowany.
- Masz się mną opiekować a nie zaprzyjaźnić... - roześmiałam się ponownie. 
- Ale chyba mogę Cię zapytać o twoje życie? - zapytał z dziwną miną. 
- Nie jestem super gwiazdą, w porównaniu do ciebie. Ja mogę zadzwonić do swojego brata i będę wiedziała o tobie wszystko... - śmiałam się. 
- Serio? Twój brat moim fanem? Cieszę się, że chociaż on mnie lubi. - uśmiechnął się. 
- Wieeeelki fan. On wie o tobie więcej niż ty sam wiesz o sobie... - śmiałam się bez przerwy. 
- Serio? Nie wierzę! - buchnął śmiechem. 
- Może kiedyś się przekonasz. - uśmiech pojawił się na mojej buzi. 
- Żeby się przekonać, to musiałbym się zaprzyjaźnić z tobą... A ile on ma lat i może ma jakieś imię? - zapytał. 
- Haha nie musisz. Ma na imię Dawid i ma 12 lat. - mówiłam patrząc mu w oczy. 
- I widzisz sprytem wyciągnąłem z ciebie kilka informacji! - mówił z cwaniackim uśmiechem.
- Osz ty! - rzuciłam go poduszką. - śmiejąc się. 
- Auć. 
- To cię bolało? I to ja jestem księżniczką? - śmiałam się. 
- Przecież żartowałem. - śmiał się. 
- Podaj mi tą poduszkę! Ja jestem księżniczką a ty moją służbą! - zaśmiałam się. 
- Tak proszę pani. Na każdy rozkaz! - obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Nasze śmiechy przerwał lekarz, który nie miał dobrych wieści. 
- Mam złą wiadomość, pani Jessico. 
- O mój Boże, słucham? - powiedziałam przejęta. 
- Z panią wszystko dobrze, tylko... - zawiesił się. 
- Tylko co? - powiedziałam przejęta. 
- Straciła pani dziecko. - powiedział napięcie. 
- CO?! - powiedziałam równo z Neymarem... 

no to mamy 5. PRZEPRASZAM!!!, że tak długo, ale od jakiegoś czasu nie miałam dostępu do internetu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie! Co do rozdziału to nawet mi się podoba, ale to zostawiam waszej opinii. Miłego dnia. :))




wtorek, 31 marca 2015

Obudziłam się w szpitalu. Była przy mnie ta dziewczyna i dziecko.
- Cześć jestem Rafaella - powiedziała.
- Co się stało? - zapytałam.
- Lekarza ci wszystko opowie. Ja z małym będę czekać na korytarzu.
- Co? Poczekaj! Kim ty w ogóle jesteś? - zapytałam, ale Rafa już wyszła.
Rafa do kogoś zadzwoniła usłyszałam tylko "Neymar słuchaj, Davi miał wypadek." Podała adres szpitala i ten Neymar się rozłączył. Później znowu straciłam przytomność.
* Oczami Rafaelli *
Wyszłam z moim bratankiem Davim na spacer. Zobaczył psa i pobiegł za nim na ulicę. Prawie uderzyło go auto, ale ta wspaniała dziewczyna go uratowała. Zadzwoniłam po karetkę, przyjechała po 10 minutach. Zabrała ją  do szpitala a ja pojechałam taksówką za ambulansem. Przedstawiam się, ale musiałam wyjść. Zadzoniłam do mojego brata Neymara, ale on nie dał mi nic powiedzieć po tym jak powiedziałam, że Davi miał wypadek. Podałam mu adres szpitala a on się rozłączył.
* Oczami Neymara *
Byłem na treningu, kiedy zadzoniła do mnie moja siostra Rafaella. Powiedziała, że mój syn Davi miał wypadek. Wpadłem w panikę! Podała mi adres szpitala, wybiegłem z treningu bez słowa i pojechałem do szpitala.
Neymar pojawił się w szpitalu. Od razu pobiegł do siostry, kiedy zobaczył Daviego całego i zdrowego był w niebowzięty, ale również zdziwiony.
- Powiedziałaś, że miał wypadek. - powiedział.
- Bo miał. Prawie. - odpowiedziała i opowiedziała mu całą historię.
- O mój Boże. Dobrze, że mu nic nie jest. A co z tą dziewczyną? - zapytał.
- Obudziła się, ale znów jest nieprzytomna.
- To co teraz mam dać jej autograf? - zapytał.
Rafa uderzyła go w głowę. - Zgłupiałeś? Ona uratowała ci dziecko, a ty chcesz dać jej autograf?! - powiedziała że złością.
- Masz rację. Podziękuję jej. Dam jej autograf, i pomogę jej puki nie wyzdrowieje. - odpowiedział.
- Mam taką nadzieję. A skąd wiesz, że ona cię w ogóle lubi? - zapytała z uśmiechem.
- Pff, to dziewczyna. Każda dziewczyna mnie lubi. - odpowiedział wyszczerzając się.
- Jesteś idiotą Ney. - powiedziała po czym znów uderzyła do w głowę.
- Tatusiu kim jest ta dziewczyna? - zapytał Daviś.
- To twoja bohaterka. - schylił się do synka i odpowiedział.
- Ona uratowała mi życie? - zadał kolejne pytanie.
- Tak Davi. Nigdy więcej tego nie rób, dobrze? Bo dostanę zawału. - powiedział cicho.
- Obiecuję. Chce żeby ta dziewczyna była moją przyjaciółką tatusiu. Może?
- Tak synku. Na pewno cię polubi. - uśmiechnął się.
- Tatusiu pamiętam jak mówiłeś mi o aniołach stróżach, że nas chronią, żeby nic nam się nie stało. Ta dziewczynka jest moim aniołem stróżem? - zapytał słodziudko.
- Można tak powiedzieć synku. - powiedział ze łzami w oczach ze wzruszenia.
Lekarz wszedł do mojej sali. Już nie byłam nieprzytomna i pamiętałam  co się stało.
- Co z tym dzieckiem panie doktorze?  - zapytałam.
- Wszystko w porządku. Chcę pani je zobaczyć? - zapytał lekarz.
- Oczywiście. Jest tutaj? - zapytałam.
- Tak. Davi ktoś chcę cię widzieć. - zawołał go lekarz. Malec wszedł do sali z Rafaellą.
- Cześć jestem Jess. - przedstawiłam się z uśmiechem.
Zanim się obejrzałam malec się na mnie rzucił, trochę bolało, ale nie mogłam odebrać mu tej frajdy.
- Miło mi Jess. Chciałam ci podziękować z całego serca. Uratowałaś mojego bratanka. Oczywiście pokryje wszystkie opłaty związane z rehabilitacją. - powiedziała wesoło Rafa.
- Mi też miło. Nie ma za co to małe dziecko, nic wielkiego. Nie trzeba. - powiedziałam z uśmiechem.
- Trzeba. Nic wielkiego? Nie żartuj sobie. Ojciec Daviego chciał ci osobiście podziękować. - powiedziała z jeszcze większym uśmiechem.
- No dobrze. Zrobiłam to co każdy by zrobił na moim miejscu. Jego ojciec? Jest tutaj?
- Tak jest. I jest ci bardzo wdzięczny. Był tam tłum ludzi a tylko ty się odważyłaś, nie każdy by to zrobił.
- Oj tam. - powiedziałam z rumieńcem.
- Davi chodź idziemy. Twój tata chcę z nią pogadać. - siłą odciągneła chłopca o mojego brzucha. Wyszli i zostałam sama. Davi posłał mi jeszcze buziaczka, odwzajemniłam gest. Po chwili wszedł ON wszedł Neymar.
- Cześć jestem Neymar. - powiedział z uśmiechem.
- Cześć jestem Jessica. Czy my się kiedyś nie spotkaliśmy? - zapytałam zdziwiona.
- Nie wiesz kim jestem?  - zapytał jeszcze bardziej zdziwiony.
- Skądś cię znam, ale nie wiem skąd. - uśmiechnęłam się.
- Wow, to coś nowego. Naprawdę nie wiesz kim jestem? - zapytał.
- No nie wiem.
- Szok... - powiedział zdumiony.
- Kurde, powiesz mi wkońcu kim jesteś? - zapytałam z uśmieszkiem. - Jestem Neymar Da Silva Santos Júnior. Piłkarz FC Barcelony i Brazylii. - powiedział dumnie.
- O matko... Wiedziałam, że skądś cię znam... - powiedziałam bez uczuć
- Tylko nie piszcz, bo nie chcę, żeby zleciał się tu tłum dziewczyn. - powiedział cicho.
- Nie mam zamiaru. Co ty sobie wyobrażasz? Że każdy cię kocha i uwielbia? Mylisz się... - powiedziałam lekko zdenerwowana.
- Auć, milutka nie jesteś. - powiedział z miną podrywacza.
- Tylko dla ludzi, których po prostu lubię. - powiedziałam z zadziornym uśmiechem.
- Auć, robisz wrażenie... - dalej z miną podrywacza.
- Przestań to robić! - powiedziałam głośno.
- Ale co? - wyszczerzył te swoje zabójczo białe zęby.
- Patrzysz na mnie tymi zniewalająco pięknymi oczami, i myślisz, że mnie poderwiesz? Mylisz się... - zadziorny uśmiech powrócił na moją twarz.
- Przechytrzyłaś mnie, brawo heh... - powiedział z uśmiechem.
- Dobra teraz poważnie... Uratowałam twoje dziecko, jesteś wdzięczny, próbujesz być miły. Tu się kończy nasza historia... Wracaj do swojego idealnego życia księciu z bajki. - powiedziałam poważnie.
- Już chcesz się mnie pozbyć? - zrobił niby smutną minę.
- Tak. Teraz wynocha! Muszę odpoczywać niech Davi jutro przyjdzie. - powiedziałam i się uśmiechnęłam, on odwajemnił gest i wyszedł.
Postanowiłam sprawdzić komórkę. Miałam dwa nieodebrane połączenia od Eleny  i sms, który brzmiał : " Przepraszam Cię Jessica, ale mam bardzo ważne spotkanie biznesowe. Nie będzie mnie 4 dni. Jak wrócę od razu się tobą zajmuję. Obiecuję! Kocham Cię! Uważaj na siebie! PS. Lodówka jest pełna, jakby co. Pieniądze są w czwartej szafce w kuchni jakbyś czegoś potrzebowała. Proszę nie zdemoluj mi domu. Do zobaczenia - Elena ". Postanowiłam, że nie powiem jej nic o wypadku. Nie chcę jej martwić, a po za tym czuję się dobrze. Odłożyłam telefon, położyłam się i usnęłam.

ROZDZIAŁ 5.
Poczułam uderzenie samochodu i reszty nie pamiętam."
Rano zapanował totalny haos. Niby byłam gotowa, ale mój budzik nie potrafił wypełnić swojego zadania dobrze. Spałam sobie słodko i miło a tu mój brat zrobił coś w stylu "z buta wjeżdżam" na moich biednych drzwiach. Zaczął krzyczeć i mnie budzić nie spałam, ale nie otwierałam oczu, chciałam go zdenerwować, lubię się z nim droczyć. Ale to co zrobił później, przeszło wszelką granice. Podszedł do mnie jak niby nigdy nic i wylał na mnie wiadro zimnej wody. Wstałam pioronująco szybko. Zaczęłam go gonić po całym domu. Musiałam wymyślić zemstę. Słodką zemstę. Odpuściłam sobie  bawienie się w ganianego wokół stołu w kuchni. W końcu nie miałam czasu. Poszłam na górę, wzięłam prysznic, ubrałam się i uczesałam. Postanowiłam ubrać turkusowe rurki, białą podkoszulkę i turkusowe trampki. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół zjadłam śniadanie i wypiłam kawę. Umyłam ząbki i okazało się, że to ja muszę czekać, postanowiłam przez ten czas rozmyślać nad zemstą. Do samolotu jeszcze godzina a z mojego domu na lotnisko 15 minut drogi. Myślałam, myślałam i w końcu wymyśliłam. Napełniłam wannę zimną wodą i rzuciłam się na podłogę w łazience, zaczęłam krzyczeć " Dylan pomóż mi" a on w mgnieniu oka się pojawił. Udawałam, że płacze, pochylił się do mnie a ja złapałam go za t-shirt i wepchnęłam do wanny z zimą wodą.
- To moja zemsta bufonie. Lepiej nigdy więcej tego nie rób. - powiedziałam cwaniacko się uśmiechając.
- Przyznaję klasę siostra. Nie myślałaś nad aktorstwem? Bo na prawdę mnie nabrałaś. - powiedział z uśmiechem.
- Nie. - buchnełam śmiechem.
- Dobra pomóż mi wstać a nie się śmiejesz. - mówił z jeszcze większym uśmiechem. Złapałam jego rękę, a on wciągnął mnie do tej zimnej wody i wyleciał z wanny jak poparzony.
- Nie no teraz to ja cię naprawdę zabije! - krzyczałam. Rozmazał mi się makijaż , ubrania przemokły a włosy totalna porażka. Przebrałam się w spodenki, czarną podkoszulkę i białe trampki. Włosy wysłuszyłam i upiełam tym razem w kucyk. Pomalowałam się, tuszem do rzęs, zrobiłam kreski eyelinerem i nałożyłam róż na policzki. Standardowo. Zeszłam na dół i akurat już mieliśmy wychodzić. Wsiadłam do samochodu.
- Może spotkasz Neymara. - powiedział mój młodszy brat.
- Wątpię młody. - powiedziałam z uśmieszkiem.
- Jedziesz do Barcelony, on tam mieszka. To nie jest nie możliwe. Jak go spotkasz weźmiesz od niego autograf dla mnie? - powiedział z błyskiem w oku.
- Jak go spotkam to wezmę. Tyle, że ja nawet nie wiem jak on wygląda.  - powiedziałam z kamienną twarzą.
- Przecież dam ci moją koszulkę z jego twarzą, żeby mi się podpisał. - powiedział ucieszony.
- O boże! Ty masz koszulkę z jego podobizną? Psychika ci siada. - zmierzyłam go wzrokiem.
- Przestań nie mów tak! - powiedział nerwowo i podał mi koszulkę.
- Dobra, obiecuję, że jak go spotkam to wezmę ten autograf. - odpowiedziałam, bez odbioru. Zrobił tylko szeroki uśmiech i puścił mi oczko.
Dojechaliśmy. Czekaliśmy na mój samolot. Kiedy szliśmy podłożyłam Dylanowi haka on runął na ziemię i uderzył się prosto w nos. Widok niezbyt przyjemny polała się krew.
- Przynajmniej już wiesz, że ze mną się nie zadziera. - powiedziałam ze zmieszaniem
-  Jak wrócisz z tej Barcelony to się odpłace. - powiedział wkurzony.
- Dobra. - uśmiechnęłam się.
Widziałam,  że już rozmyśla jak tu się zemścić. Powinnam się bać.
- Kochanie dasz sobie radę? - zapytała mama.
- Oczywiście. Przecież nie będę tam sama. Będzie Elena. - uśmiechnęłam się. - Wiem, ale Elena pracuje a ty będziesz wtedy sama. Boję się, że zakochasz się w jakimś Hiszpanie i nie będziesz chciała wracać. - zrobiła smutną minę.
- Nie bój się. Nie zakocham się w żadnym Hiszpanie. Obiecuję. - znów się uśmiechnęłam.
- Mam nadzieję! Będę bardzo tęsknić. Nie będę na twoich 18 urodzinach. - łzy spłynęły po jej policzkach.
- Mamo nie płacz. Przecież będę dzwonić. -uśmiechnęłam się.
- Dobrze. - odpowiedziała. Przytuliła mnie. Usłyszałam, że mój samolot zaraz odlatuje.
- Muszę już iść. Kocham was. - zrobiliśmy grupowy uścisk. Po czym wsiadłam do samolotu. Podróż prawie całą przespałam. Kiedy wysiadłam z samolotu, dosłownie uderzyło we mnie gorące powietrze. Stałam chwilę na lotnisku i zobaczyłam moją siostrę. Dosłownie wskoczyłam na nią i zaczęłam się przytulać.
- Cześć mała. Jak ty wyrosłaś. Tęskinłam nawet nie wiesz jak bardzo. - mówiła z szerokim uśmiechem.
- Ja też baaardzo! - odpowiedziałam.
- Dobra to co jedziemy do domu? - zapytała z uśmiechem.
- Tak. - cieszyłam się jak głupia.
Jadąc autem rozmawiałyśmy o pierdołach. W międzyczasie  podziwiałam piękną Barcelonę. Nie mogłam się nachwycić. Kiedy dojechaliśmy do jej domu, szczęka opadła mi do samej ziemi. Jej dom był ogromny. Nie dość, że był wielki i piękny to miał jeszcze basen.
- Gdzie ty pracujesz kobieto? - zapytałam z zachwytem.
- Mam dużo luksusowych restauracji. - odpowiedziała z radością.
- Wow, po prostu wow. - odpowiedziałam. Kiedy weszłam do środka szczęka opadła mi jeszcze niżej. Ten dom był ogromny. A mój pokój? Jak ze snu.
- Podoba ci się? - zapytała Elena.
- Żartujesz sobie? No pewnie.
- Słuchaj głupio mi, ale muszę jechać do restauracji. Może pójdziesz pozwiedzać miasto? Dam ci pieniądze i kupisz sobie coś ładnego. A jutro się tobą zajmę, ok? - powiedziała z małym smutkiem.
- Nic nie szkodzi. I tak chciałam pozwiedzać miasto. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- To ja lecę .Pa- pocałowała mnie w policzek i wyszła.
Wzięłam pieniądze mapę i poszłam zwiedzać miasto. Stałam na pasach, szła jakaś dziewczyna z małym dzieckiem. Dziecko zobaczyło pieska i zaczęło za nim biec, wybiegło na pasy a jechał samochód. Wbiegłam na pasy odepchnęłam dziecko, wylądowało na trawie. Poczułam uderzenie samochodu i reszty nie pamiętam. 

poniedziałek, 30 marca 2015

"Kurde, a już rozmyślałem jak namówić rodziców, żeby przerobić twój pokój na siłownię."
Weszłam na górę do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam się śmiać. Dlaczego się śmiejesz idiotko? - pomyślałam. Zaczęłam się pakować. Nie wiedziałam co dokładnie mam spakować... W Barcelonie jest gorąco, więc wezmę dużo spodenek, koszulek itp... Zaraz przecież ja mam tak mało spodenek, muszę jechać na zakupy... Zadzwonię do Lar - znowu pomyślałam, po czym złapałam telefon i wybrałam numer do przyjaciółki. Odebrała po 4 sygnałach.
- Cześć, już się stęskniłaś? - zapytała śmiejąc się.
- Tak! Żartuje, pojedziesz ze mną na zakupy? Muszę kupić kilka spodenek. Nie uwierzysz jadę do mojej siostry! - krzyknęłam.
- No coś ty?! - krzyczała.
- Serio! To jak z tymi zakupami? - spytałam po raz kolejny.
- Nie mogę. Przepraszam! Jutro wyjeżdżam a muszę się pakować i pożegnać. Przykro mi. - powiedziała zasmucona.
- Okej, rozumiem. Pojadę z mamą. - powiedziałam uśmiechając się.
- To dobrze, że się nie gniewasz. Muszę kończyć. Udanych wakacji! Kocham cię. - krzyknęła.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam i się rozłączyłam. Zeszłam na dół. Niechętnie zapytałam mamę czy pojedzie ze mną po jakieś spodenki. Oczywiście się zgodziła.
- To za pól godziny bądź gotowa. - powiedziała z uśmiechem.
- Ok. - odpowiedziałam wchodząc znów na górę.
Wzięłam prysznic, uczesałam włosy i wkońcu się przebrałam! Nienawidzę galowych ciuszków! Po prostu nienawidzę! Ubrałam luźne dresy i czarną bokserkę. Zeszłam na dół a mama już na mnie czekała. Pojechaliśmy na zakupy byłyśmy tam około 2 godziny. Wróciłyśmy zadowolone z wyjścia.
- Nie sądziłam, że kupisz aż 10 par spodenek. - roześmiała się Carolina.
- Ja też nie. - również się roześmiałam. Poszłam do pokoju i skończyłam pakowanie. Byłam gotowa na wyjazd. Wzięłam kąpiel. Dłuuugą kąpiel. Położyłam się a do mojego pokoju wszedł mój starszy brat, bez pukania. Nic nowego.
- Słyszałem, że wyjeżdżasz do Eleny. - powiedział wesoło.
- Tak, ale nie martw się tylko na wakacje. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - powiedziałam z zadziorą na twarzy po czym wystawiam mu język.
- Kurde, a już rozmyślałem jak namówić rodziców, żeby przerobić twój pokój na siłownię.  - powtórzył moje gesty.
- Haha. To ci się nie uda. - buchnęłam śmiechem.
- Żartowałem. Szczerze mówiąc to będę za tobą tęsknił, a raczej za dogryzaniem ci. - roześmiał się.
- Ja też. - uśmiechnęłam się.
- Dobra lecę młoda spać jutro mam meczyk a ty wyjeżdżasz. Przyjadę na lotnisko się pożegnać. - odpowiedział trochę zasmucony.
- Dobra. Obyście wygrali. - uśmiechnęłam się po czym Dylan opuścił pomieszczenie. Ułożyłam się wygodnie i usnęłam.


niedziela, 29 marca 2015

"OD RAZU MOGŁAŚ MNIE SPAKOWAĆ, WRZUCIĆ DO BAGAŻNIKA I ZAWIEŚĆ NA LOTNISKO."
Jak ja się cieszę, że w końcu wychodzę z tej budy - powiedziałam z zadziornym uśmiechem.
- Co mówisz kochanie? - zapytała miło mama.
- Nic. Od kiedy jesteś taka miła? - odpowiedziałam ze zdziwieniem.
- Rano byłam zdenerwowana, rozumiesz. Ale kocham cię, jesteś moją córką. Martwię się. - powiedziała z uśmiechem.
- Nie masz o co. - odwzajemniłam uśmiech.
- Już teraz nie... - powiedziała że zmieszaniem.
- Było, minęło. Wszystko okej mamo. - powiedziałam z fałszywym uśmiechem.
- Mam nadzieję. - pocałowała mnie w czoło i odjechała.
Weszłam do szkoły i zobaczyłam moją najlepszą przyjaciółkę Larise.
- Cześć Jess! - krzyknęła mi do ucha.
- Cześć Lar. - odpowiedziałam
- Dzisiaj koniec roku, ogarniasz?  Wakacje, zabawa, imprezy! Chcę już wyjść z tej szkoły! Masz w ogóle jakieś plany na ten piękny czas?
- Wiesz... W sumie to chyba nie. A ty?
- Jadę do kuzynki do Grecji! Nie mogę się doczekać! Grecy są ponoć jak bogowie!
Zmierzyłam ją wzrokiem. Cała Lar nic tylko myśli o chłopakach.
- Nie jedziesz do swojej siostry?
- Co ty! Rodzice by się nie zgodzili! A po za tym, jak ja bym wyglądała na tle tych pięknych opalonych hiszpanek?
- Nie przesadzaj! Jesteś śliczna! Zawsze możesz iść na solarium! A jakbyś wyjechała to na pewno byś się opaliła!
- Nie sądzę - odpowiedziałam ze zmieszaniem.
- Nie znasz się. Patrz idzie  Klara. - pokazała palcem na dziewczynę.
- I co? - odpowiedziałam obojętnie. Klara boże jak ja jej nienawidzę! Wredna suk... - pomyślałam.
- To ta co przespała się z mężem babki od matmy. - powiedziała że śmiechem. - No co ty? - roześmiałam się.  - To ty nic nie wiesz? Babka od matmy jej nienawidzi! Rozpieprzyła jej małżeństwo. Nie dziwie się jej. - trochę spoważniała.
- Ja też nie. - odpowiedziałam ze smutkiem. Larisa musiała to zobaczyć, bo od razu spoważniała całkowicie.
- Kurcze, przepraszam! Całkowicie zapomniałam! - powiedziała ze smutkiem.
- Nie szkodzi. - uśmiechnęłam się lekko.

* 4 godziny później *


Rok szkolny dobiegł końca czekałam na mamę, miała dla mnie jakaś "niesamowitą wiadomość". Trochę się bałam, bo tyle entuzjazmu widziałam u niej chyba ostatni raz, gdy mój młodszy brat strzelił bramkę w finale piłkarskich  zawodów szkolnych. Pożegnała się z Lar prawie płakałyśmy, ale byliśmy silne. Obiecaliśmy codziennie dzwonić i pisać. Wkońcu po pół godziny podjechała mama z wielkim uśmiechem na ustach.
- Wsiadaj skarbie - powiedziała z ciągłym uśmiechem.
- Co to za wiadomość? - zapytałam po czym wsiadłam do samochodu.
- Powiem ci w domu. - znów się uśmiechnęła.
- Mamo dzisiaj o 20.00 gra FC Barcelona, zajmuje telewizor. - krzyknął Dawid, którego nawet nie zauważyłam.
- Dobrze skarbie. - odpowiedziała.
- Boże znowu zaczynasz? Masz jakąś obsesję na punkcie tego klubu. - powiedziałam ze zdenerwowaniem.
- Tam gra mój największy idol. Kocham ten klub. Ty tego nie zrozumiesz... - powiedział śmiertelnie poważnie.
- O nie! Znowu zaczniesz gadać o tym jak mu tam Ney...
- Neymarze. - poprawił mnie.
- Wielkie rzeczy... Nie interesuje mnie on zbytnio. - powiedziałam z gangsterskim uśmiechem. - A mnie tak. To mój idol. I nie rozumiem jak możesz nawet nie znać jego imienia... - powiedział lekko zdenerwowany.
- No widzisz, tak już jest. - powiedziałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi.
- Dojechaliśmy - powiedziała mama.
Weszliśmy do domu.
- Powiesz mi w końcu tą dobrą wiadomość? - powiedziałam z nadzieją, że . końcu uzyskam odpowiedź.
- Pamiętasz jak mówiłaś jak bardzo tęsknisz za Eleną? - zaczęła powoli.
- Tak i? zapytałam.
- Jedziesz do niej na wakacje, córeczko! - wykrzyknęła w końcu z takim uśmiechem, że myślałam, że zaraz twarz jej się rozszerzy.
- Co?! Ale kiedy? - zapytałam z nerwami.
- Jutro. Idź się pakować. - powiedziała już poważna.
- Nie. - odpowiedziałam stanowczo.
- Nie cieszysz się? - zapytała rodzicielka.
- Cieszę. Tylko, że nic ze mną nie uzgodniłaś. Postawiłaś mnie przed faktem dokonanym. Od razu mogłaś mnie spakować, wrzucić do bagażnika i zawieść na lotnisko. - powiedziałam wściekła.
- Jeśli nie chcesz zadzwonię do Eleny, że nie polecisz do Barcelony. - powiedziała już lekko zdenerwowana.
- Dobra. Nie chcę jej zawieść. Pojadę. Idę się pakować. - powiedziałam zmarnowana.