Poczułam uderzenie samochodu i reszty nie pamiętam."
Rano zapanował totalny haos. Niby byłam gotowa, ale mój budzik nie potrafił wypełnić swojego zadania dobrze. Spałam sobie słodko i miło a tu mój brat zrobił coś w stylu "z buta wjeżdżam" na moich biednych drzwiach. Zaczął krzyczeć i mnie budzić nie spałam, ale nie otwierałam oczu, chciałam go zdenerwować, lubię się z nim droczyć. Ale to co zrobił później, przeszło wszelką granice. Podszedł do mnie jak niby nigdy nic i wylał na mnie wiadro zimnej wody. Wstałam pioronująco szybko. Zaczęłam go gonić po całym domu. Musiałam wymyślić zemstę. Słodką zemstę. Odpuściłam sobie bawienie się w ganianego wokół stołu w kuchni. W końcu nie miałam czasu. Poszłam na górę, wzięłam prysznic, ubrałam się i uczesałam. Postanowiłam ubrać turkusowe rurki, białą podkoszulkę i turkusowe trampki. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół zjadłam śniadanie i wypiłam kawę. Umyłam ząbki i okazało się, że to ja muszę czekać, postanowiłam przez ten czas rozmyślać nad zemstą. Do samolotu jeszcze godzina a z mojego domu na lotnisko 15 minut drogi. Myślałam, myślałam i w końcu wymyśliłam. Napełniłam wannę zimną wodą i rzuciłam się na podłogę w łazience, zaczęłam krzyczeć " Dylan pomóż mi" a on w mgnieniu oka się pojawił. Udawałam, że płacze, pochylił się do mnie a ja złapałam go za t-shirt i wepchnęłam do wanny z zimą wodą.
- To moja zemsta bufonie. Lepiej nigdy więcej tego nie rób. - powiedziałam cwaniacko się uśmiechając.
- Przyznaję klasę siostra. Nie myślałaś nad aktorstwem? Bo na prawdę mnie nabrałaś. - powiedział z uśmiechem.
- Nie. - buchnełam śmiechem.
- Dobra pomóż mi wstać a nie się śmiejesz. - mówił z jeszcze większym uśmiechem. Złapałam jego rękę, a on wciągnął mnie do tej zimnej wody i wyleciał z wanny jak poparzony.
- Nie no teraz to ja cię naprawdę zabije! - krzyczałam. Rozmazał mi się makijaż , ubrania przemokły a włosy totalna porażka. Przebrałam się w spodenki, czarną podkoszulkę i białe trampki. Włosy wysłuszyłam i upiełam tym razem w kucyk. Pomalowałam się, tuszem do rzęs, zrobiłam kreski eyelinerem i nałożyłam róż na policzki. Standardowo. Zeszłam na dół i akurat już mieliśmy wychodzić. Wsiadłam do samochodu.
- Może spotkasz Neymara. - powiedział mój młodszy brat.
- Wątpię młody. - powiedziałam z uśmieszkiem.
- Jedziesz do Barcelony, on tam mieszka. To nie jest nie możliwe. Jak go spotkasz weźmiesz od niego autograf dla mnie? - powiedział z błyskiem w oku.
- Jak go spotkam to wezmę. Tyle, że ja nawet nie wiem jak on wygląda. - powiedziałam z kamienną twarzą.
- Przecież dam ci moją koszulkę z jego twarzą, żeby mi się podpisał. - powiedział ucieszony.
- O boże! Ty masz koszulkę z jego podobizną? Psychika ci siada. - zmierzyłam go wzrokiem.
- Przestań nie mów tak! - powiedział nerwowo i podał mi koszulkę.
- Dobra, obiecuję, że jak go spotkam to wezmę ten autograf. - odpowiedziałam, bez odbioru. Zrobił tylko szeroki uśmiech i puścił mi oczko.
Dojechaliśmy. Czekaliśmy na mój samolot. Kiedy szliśmy podłożyłam Dylanowi haka on runął na ziemię i uderzył się prosto w nos. Widok niezbyt przyjemny polała się krew.
- Przynajmniej już wiesz, że ze mną się nie zadziera. - powiedziałam ze zmieszaniem
- Jak wrócisz z tej Barcelony to się odpłace. - powiedział wkurzony.
- Dobra. - uśmiechnęłam się.
Widziałam, że już rozmyśla jak tu się zemścić. Powinnam się bać.
- Kochanie dasz sobie radę? - zapytała mama.
- Oczywiście. Przecież nie będę tam sama. Będzie Elena. - uśmiechnęłam się. - Wiem, ale Elena pracuje a ty będziesz wtedy sama. Boję się, że zakochasz się w jakimś Hiszpanie i nie będziesz chciała wracać. - zrobiła smutną minę.
- Nie bój się. Nie zakocham się w żadnym Hiszpanie. Obiecuję. - znów się uśmiechnęłam.
- Mam nadzieję! Będę bardzo tęsknić. Nie będę na twoich 18 urodzinach. - łzy spłynęły po jej policzkach.
- Mamo nie płacz. Przecież będę dzwonić. -uśmiechnęłam się.
- Dobrze. - odpowiedziała. Przytuliła mnie. Usłyszałam, że mój samolot zaraz odlatuje.
- Muszę już iść. Kocham was. - zrobiliśmy grupowy uścisk. Po czym wsiadłam do samolotu. Podróż prawie całą przespałam. Kiedy wysiadłam z samolotu, dosłownie uderzyło we mnie gorące powietrze. Stałam chwilę na lotnisku i zobaczyłam moją siostrę. Dosłownie wskoczyłam na nią i zaczęłam się przytulać.
- Cześć mała. Jak ty wyrosłaś. Tęskinłam nawet nie wiesz jak bardzo. - mówiła z szerokim uśmiechem.
- Ja też baaardzo! - odpowiedziałam.
- Dobra to co jedziemy do domu? - zapytała z uśmiechem.
- Tak. - cieszyłam się jak głupia.
Jadąc autem rozmawiałyśmy o pierdołach. W międzyczasie podziwiałam piękną Barcelonę. Nie mogłam się nachwycić. Kiedy dojechaliśmy do jej domu, szczęka opadła mi do samej ziemi. Jej dom był ogromny. Nie dość, że był wielki i piękny to miał jeszcze basen.
- Gdzie ty pracujesz kobieto? - zapytałam z zachwytem.
- Mam dużo luksusowych restauracji. - odpowiedziała z radością.
- Wow, po prostu wow. - odpowiedziałam. Kiedy weszłam do środka szczęka opadła mi jeszcze niżej. Ten dom był ogromny. A mój pokój? Jak ze snu.
- Podoba ci się? - zapytała Elena.
- Żartujesz sobie? No pewnie.
- Słuchaj głupio mi, ale muszę jechać do restauracji. Może pójdziesz pozwiedzać miasto? Dam ci pieniądze i kupisz sobie coś ładnego. A jutro się tobą zajmę, ok? - powiedziała z małym smutkiem.
- Nic nie szkodzi. I tak chciałam pozwiedzać miasto. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- To ja lecę .Pa- pocałowała mnie w policzek i wyszła.
Wzięłam pieniądze mapę i poszłam zwiedzać miasto. Stałam na pasach, szła jakaś dziewczyna z małym dzieckiem. Dziecko zobaczyło pieska i zaczęło za nim biec, wybiegło na pasy a jechał samochód. Wbiegłam na pasy odepchnęłam dziecko, wylądowało na trawie. Poczułam uderzenie samochodu i reszty nie pamiętam.
Aww :3
OdpowiedzUsuń