niedziela, 29 marca 2015

"OD RAZU MOGŁAŚ MNIE SPAKOWAĆ, WRZUCIĆ DO BAGAŻNIKA I ZAWIEŚĆ NA LOTNISKO."
Jak ja się cieszę, że w końcu wychodzę z tej budy - powiedziałam z zadziornym uśmiechem.
- Co mówisz kochanie? - zapytała miło mama.
- Nic. Od kiedy jesteś taka miła? - odpowiedziałam ze zdziwieniem.
- Rano byłam zdenerwowana, rozumiesz. Ale kocham cię, jesteś moją córką. Martwię się. - powiedziała z uśmiechem.
- Nie masz o co. - odwzajemniłam uśmiech.
- Już teraz nie... - powiedziała że zmieszaniem.
- Było, minęło. Wszystko okej mamo. - powiedziałam z fałszywym uśmiechem.
- Mam nadzieję. - pocałowała mnie w czoło i odjechała.
Weszłam do szkoły i zobaczyłam moją najlepszą przyjaciółkę Larise.
- Cześć Jess! - krzyknęła mi do ucha.
- Cześć Lar. - odpowiedziałam
- Dzisiaj koniec roku, ogarniasz?  Wakacje, zabawa, imprezy! Chcę już wyjść z tej szkoły! Masz w ogóle jakieś plany na ten piękny czas?
- Wiesz... W sumie to chyba nie. A ty?
- Jadę do kuzynki do Grecji! Nie mogę się doczekać! Grecy są ponoć jak bogowie!
Zmierzyłam ją wzrokiem. Cała Lar nic tylko myśli o chłopakach.
- Nie jedziesz do swojej siostry?
- Co ty! Rodzice by się nie zgodzili! A po za tym, jak ja bym wyglądała na tle tych pięknych opalonych hiszpanek?
- Nie przesadzaj! Jesteś śliczna! Zawsze możesz iść na solarium! A jakbyś wyjechała to na pewno byś się opaliła!
- Nie sądzę - odpowiedziałam ze zmieszaniem.
- Nie znasz się. Patrz idzie  Klara. - pokazała palcem na dziewczynę.
- I co? - odpowiedziałam obojętnie. Klara boże jak ja jej nienawidzę! Wredna suk... - pomyślałam.
- To ta co przespała się z mężem babki od matmy. - powiedziała że śmiechem. - No co ty? - roześmiałam się.  - To ty nic nie wiesz? Babka od matmy jej nienawidzi! Rozpieprzyła jej małżeństwo. Nie dziwie się jej. - trochę spoważniała.
- Ja też nie. - odpowiedziałam ze smutkiem. Larisa musiała to zobaczyć, bo od razu spoważniała całkowicie.
- Kurcze, przepraszam! Całkowicie zapomniałam! - powiedziała ze smutkiem.
- Nie szkodzi. - uśmiechnęłam się lekko.

* 4 godziny później *


Rok szkolny dobiegł końca czekałam na mamę, miała dla mnie jakaś "niesamowitą wiadomość". Trochę się bałam, bo tyle entuzjazmu widziałam u niej chyba ostatni raz, gdy mój młodszy brat strzelił bramkę w finale piłkarskich  zawodów szkolnych. Pożegnała się z Lar prawie płakałyśmy, ale byliśmy silne. Obiecaliśmy codziennie dzwonić i pisać. Wkońcu po pół godziny podjechała mama z wielkim uśmiechem na ustach.
- Wsiadaj skarbie - powiedziała z ciągłym uśmiechem.
- Co to za wiadomość? - zapytałam po czym wsiadłam do samochodu.
- Powiem ci w domu. - znów się uśmiechnęła.
- Mamo dzisiaj o 20.00 gra FC Barcelona, zajmuje telewizor. - krzyknął Dawid, którego nawet nie zauważyłam.
- Dobrze skarbie. - odpowiedziała.
- Boże znowu zaczynasz? Masz jakąś obsesję na punkcie tego klubu. - powiedziałam ze zdenerwowaniem.
- Tam gra mój największy idol. Kocham ten klub. Ty tego nie zrozumiesz... - powiedział śmiertelnie poważnie.
- O nie! Znowu zaczniesz gadać o tym jak mu tam Ney...
- Neymarze. - poprawił mnie.
- Wielkie rzeczy... Nie interesuje mnie on zbytnio. - powiedziałam z gangsterskim uśmiechem. - A mnie tak. To mój idol. I nie rozumiem jak możesz nawet nie znać jego imienia... - powiedział lekko zdenerwowany.
- No widzisz, tak już jest. - powiedziałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi.
- Dojechaliśmy - powiedziała mama.
Weszliśmy do domu.
- Powiesz mi w końcu tą dobrą wiadomość? - powiedziałam z nadzieją, że . końcu uzyskam odpowiedź.
- Pamiętasz jak mówiłaś jak bardzo tęsknisz za Eleną? - zaczęła powoli.
- Tak i? zapytałam.
- Jedziesz do niej na wakacje, córeczko! - wykrzyknęła w końcu z takim uśmiechem, że myślałam, że zaraz twarz jej się rozszerzy.
- Co?! Ale kiedy? - zapytałam z nerwami.
- Jutro. Idź się pakować. - powiedziała już poważna.
- Nie. - odpowiedziałam stanowczo.
- Nie cieszysz się? - zapytała rodzicielka.
- Cieszę. Tylko, że nic ze mną nie uzgodniłaś. Postawiłaś mnie przed faktem dokonanym. Od razu mogłaś mnie spakować, wrzucić do bagażnika i zawieść na lotnisko. - powiedziałam wściekła.
- Jeśli nie chcesz zadzwonię do Eleny, że nie polecisz do Barcelony. - powiedziała już lekko zdenerwowana.
- Dobra. Nie chcę jej zawieść. Pojadę. Idę się pakować. - powiedziałam zmarnowana.





3 komentarze:

  1. Boski :)
    Jestem ciekawa dalszych przygód jakie będą w Barcelonie :)
    Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie się zaczyna, będę czytać. :)
    Ps. Zapraszam do mnie! ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję! Jutro dodam kolejny :*

    OdpowiedzUsuń